Opowieść o kotach
ocena: +4+x

Jasnobrązowa, bura kotka w białe kropki zawsze cię kochała. Nigdy, ani razu w swoim życiu, nie przestała cię kochać. Nie byłoby zbyt nierozsądnym myśleć, że byłaś centralnym punktem jej egzystencji; kiedy jej matka i całe jej rodzeństwo zniknęło nagle ze świata i więcej go nie widziano, ty byłaś. Zaspokoiłaś jej potrzeby, potwierdziłaś jej istnienie. Przez trzy lata, które żyła, kochała cię jak boga. Myślała tylko o tobie, małym człowieku, który nieustannie się nią opiekował.

Kiedy tamta ciężarówka w nią uderzyła, nadal o tobie myślała.

Dla zezowatej kotki syjamskiej byłaś po prostu rodzicem. Troszczyła się o ciebie na swój sposób, ponieważ pozwoliłaś jej żyć zapewniając jedzenie i wodę. Ale miała pewną osobistą autonomię. Miała sny i fantazje o ucieczce w las paproci i pogoni za gigantycznymi myszami. Nigdy nie widziała drzew.

Och, jak wyglądała na ulice pełne skał, ludzi i gigantycznych, metalowych potworów i fantazjowała o wolności. Takie wyobrażenia o sile i swobodzie były jedyną rzeczą, o której myślała przez cały tydzień prowadzący do egzaminów. Czy ten tydzień nie był tak pracowity? To nie była twoja wina, że ​​musiałaś poświęcić temu całą uwagę.

Ta myśl pomogła ci poradzić sobie po tym, jak miesiąc później otworzyłaś drzwi do piwnicy.

Długowłosy rudzielec o różnych oczach był inny. W to zawsze chciałaś wierzyć. Miałaś teraz własne mieszkanie. Byłaś odpowiedzialna. „Nie skończy tak samo jak inne”, powiedziałaś sobie. Nie poświęcasz mu zbytniej uwagi, ponieważ z pewnością to właśnie poszło nie tak z pierwszymi dwoma. Poświęcałaś im za dużo uwagi, a potem zginęły. Przyczyna i skutek. Oczywiste, kiedy się nad tym zastanowić.

Więc karmiłaś go i opiekowałaś się nim, nie pozwalając sobie na przywiązanie. Wkrótce stał się tylko potrzebującym, żywym elementem, z którym współistniałaś, dopóki nie zrezygnowałaś. Był tylko zwierzątkiem. To wszystko, czym był.

Stałaś z boku i tylko patrzyłaś, gdy pies go zabijał, lecz było ci z tego powodu smutno.

Balijczyk o jasnym płaszczu nie czuł prawie nic. Żył, wędrował, przeżył i był z tego zadowolony. Czasem wychodził na ulicę (bo dom był bardzo ciasny, a meble zawsze szorstkie, drapiące) i spotykał się z innymi kotami. Syczał, bawił się, kopulował i robił to, co koty robią, kiedy nikt nie patrzy, czyli najprawdopodobniej więcej syczenia i kopulowania.

Jedną z rzeczy, którą na pewno pamiętał, było uczucie zmieszania. Był zdezorientowany, kiedy jego ludzka opiekunka pojawiła się pewnego popołudnia w pewnym niepokoju, pachnąc złością i rozczarowaniem. Był jeszcze bardziej zdezorientowany, gdy zaczęłaś robić dużo hałasu, bo instynkt (wiedząc, że jesteś samicą) podpowiadał mu, że albo jesteś ciężko ranna, albo uprawiasz seks.

I był po prostu zbity z tropu, kiedy zaczęłaś go kopać. W zasadzie jego ostatnią myślą była próba zrozumienia, dlaczego ktoś ranny albo uprawiający seks kopie tak mocno.

Ta beżowa kotka z białymi plamkami nienawidziła cię. Nienawidziła każdego aspektu twojej istoty; od twojej pobrużdżonej, pomarszczonej skóry, przez to, jak rzadko się ruszałaś, po twój zapach. Och, ten zapach. Była to kombinacja rozkładu i pamięci, która od razu naznaczała cię jako wroga. Opisywał wszystko, co należało o tobie wiedzieć.

Ale ona była mała i słaba, więc po prostu czekała w tym małym, zaniedbanym mieszkaniu. Kręciła się w kółko i siadała ci na kolanach, gdy trzeba było cię udobruchać. Byłaś bardzo potrzebująca, zawsze musiałaś być nakarmiona i napojona. Być może najbardziej przeszkadzał jej zapach eskapizmu; ten zapach, który wydawał jej się nostalgicznymi fantazjami o dawnych czasach i o tym, jak wszystko mogło się potoczyć. Ale te czasy już minęły.

Więc czekała.

I knuła.

A kiedy umarłaś, zjadła cię.

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License