Ariada
ocena: +4+x

Niepozorna kamienica na rogu alei im. gen. Boldizsára i ulicy Sojuszu 8 Października została zakupiona niecały miesiąc temu przez bratanka lokaja służącego dr. hab. Jarmilowi Čermákowi, wybitnemu entomologowi na pensji czetańskiego Ministerstwa Obrony Narodu, za sumę ponad pięciu i pół tysiąca groszy, choć ów bratanek znajdował się wtedy na froncie w roli pięcioletniego ochotnika. W tym samym czasie drukarnia gazety codziennej, o tytule "Stołecznik", popełniła drobny błąd podczas wydruku najnowszej partii artykułów na temat sporów politycznych podczas posiedzenia II Szczebla Parlamentu, drukując koło każdego wersu pozornie losowy numer, który miał pojawić się jedynie w wersji redaktorskiej. W następnym numerze redakcja przeprosiła za gafę. Znane jest Państwu pojęcie literatury użytkowej?

Nie będę wdawał się w szczegóły odnośnie do przygotowań do tego uroczystego wieczoru, jeśli kiedyś zechcieliby Państwo z łaski swojej zapoznać się z etykietą i być może coś nawet z niej wyciągnąć, są od tego odpowiednie pisemka. Dotarłem pod kamienicę pieszo, zaledwie pół godziny chodu w linii prostej. Zdaje się, że po drodze zgubiłem jednego z waszych ludzi? Nie wyglądał mi na cudzoziemca. Oczekiwałem nieco większego wysiłku od naszego kontrwywiadu. Nie wiem, czy mogę teraz czuć się bezpiecznie we własnej posiadłości, kiedy byle szpieg z bronią gazową mógłby pozbyć się zawodowego agenta. Ależ proszę się nie unosić, chciałem tylko zadbać o to, żeby nasza konwersacja była nieco przyjemniejsza, dla mnie oczywiście. Ależ skąd — wszystko, co mówię, jak najbardziej wlicza się do informacji ważnych.

Wracając do kwestii kamienicy, kiedy wszedłem na dziedziniec, nie było tam nikogo. Wiedziałem jednak, że ktoś musiał patrzeć na mnie z ciemnych, pustych okiennic przez celownik karabinu. Ukłoniłem się więc nieznanemu strzelcowi i stałem tak, czekając, aż nie pojawił się służący, który przeprowadził mnie przez drzwi, ciemny korytarz, aż do schodów oświetlonych niewielką czerwoną żarówką. Schodząc w głąb ciemnej piwniczki, powoli dochodziły do mnie przytłumione dźwięki muzyki. Zostawiając za sobą ostatnie kamienne stopnie, przeszedłem przez ciężkie, okute metalem drzwi i znalazłem się w sali bankietowej. Ma się rozumieć, nie wyglądało to, jak typowy bal dla jakichś wysoko postawionych wojskowych figur, Państwa pokroju. Na sali było prawie całkiem ciemno, jedynie czerwone, przytłumione światło nielicznych żarówek odbijało się od masek zebranych, stoły były luźno rozstawione po całym pomieszczeniu, nie było w ten sposób niepotrzebnego tłoku. A właśnie, skoro mówimy o maskach — kiedy mógłbym spodziewać się zwrotu mojej?

W takim celu, że według etykiety, o której Państwu wcześniej wspominałem, nietaktem jest pokazywanie się bez niej, nawet jeśli moja wizyta tutaj nie jest do końca dobrowolną. Może według pana, jak dla mnie bez maski mógłbym zakończyć naszą rozmowę tutaj i teraz, cóż mi po życiu, kiedy dobry naukowiec jest tak dobry, jak jego wizerunek. Wstydem jest już to, że muszę siedzieć i wysłuchiwać pytań jakichś inspektorów, bez urazy oczywiście. Jak najbardziej rozumiem powagę sytuacji, ale wydaje mi się, że zamachy bombowe w stolicy naszego pięknego kraju są raczej sprawą osobistą Pana Inspektora Generalnego i powinien się z nią rozprawić osobiście. Możemy i dojść do pewnego kompromisu.

Od razu lepiej, teraz możemy rozmawiać jak dżentelmeni. Zdaje się, że skończyłem na tym, jak dotarłem na konferencję. Po krótkim przywitaniu się z towarzystwem zasiadłem przy jednym ze stolików, razem ze mną był tam dr hab. Tamás Csaba , z którym studiowałem na jednym roku machinalogię, a także paru mniej mi znanych doktorów i doktorek. Przyznam szczerze, że zaskoczyło mnie nieco, że zdecydował się na augmentację rąk, ale musiałem mu przyznać, że efekt operacji był całkiem imponujący. Wtedy zaczęła się ceremonia otwarcia, przemawiał oczywiście dr hab. Čermák. Wyszło mu to trochę przydługo, ale moje odczucia wynikają pewnie z tego, że już nie raz słyszałem tę samą przemowę. Następnie odbywały się po kolei panele dla każdej z dziedzin, wedle wysokości otrzymanych od rządu dofinansowań. Opowiadałem o moim projekcie rozbudowania rdzenia kręgowego do adaptacji dodatkowych kończyn. Warto było przyjść, żeby zobaczyć, jak moi nieszczęśni koledzy wymuszają z siebie tanie pochlebstwa. Aż wreszcie przechodzimy do momentu, który Państwa najbardziej interesuje.

Gdy wracałem na swoje miejsce, dwóch z nieznanych mi doktorów, siedzących przy naszym stoliku, nagle wstało. Wiedziałem, o co chodzi i od razu odskoczyłem w prawo, chowając się za stolikiem. Jeden strzał przeszedł koło mnie, ale drugi utknął mi w lewym udzie. W kilka sekund z doniosłego balu znaleźliśmy się na froncie. Każdy wyciągnął swoją broń i skierował ją w stronę zamachowców, podczas gdy Tamás zwyczajnie chwycił jednego z nich za szyję, a drugiego za rękę, miażdżąc je jak prasa mechaniczna wyrabiająca elementy w fabryce, tyle że wynikiem jego pracy był jeden trup i wyjący z bólu szpieg, który jakoś prześlizgnął się na nasze zebranie. Każdy miał nadzieję, że będzie w stanie odpłacić mu za zrujnowany wieczór, ale on również zaraz zdechł. Z tego, co zdążyłem zauważyć, broń musieli przemycić gdzieś we wnętrznościach, patrząc po ilości i umiejscowieniu plam krwi, które zostawili. Chyba Państwo w swojej karierze śledczej nie raz widzieli jakieś wypatroszone truchło i mogą się odnieść do tego, co opisuję.

Kiedy ja oglądałem ranę, którą sprzedał mi w prezencie mój niedoszły zabójca, przy ciałach zebrała się mała grupka, która zaczęła oglądać to, co z nich zostało. Pomocną dłoń podał mi wtedy po raz kolejny Tamás, który zdarł z jednego z tamtych kawałek szmaty, która miała robić za bandaż, a z kolei dr hab. Čermák był na tyle miły, że próbował mnie pocieszyć swoimi banalnymi przysłowiami, choć raczej jemu były bardziej potrzebne, po tym, jak jego reputacja została zrujnowana w tak głupi sposób. Za chwilę miała być zrujnowana doszczętnie – jedna kobieta nagle krzyknęła w tłumie ludzi: „Wojna dla Pokoju” i bum. Resztę Państwo znacie, mam nadzieję, że wkrótce w waszym ministerstwie posypią się głowy.

640px-Photo-los-angeles-times-building-post-bombing.jpg
O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License