"A Słowo ciałem się stało i zamieszkało między nami"
- Wstęp -
Bracia moi, zapisuję te słowa, aby przekazać wam to co powiedział mi sam Bóg. Mając na względzie wrogość, jaką pała względem naszego Zakonu Kościół, księga ta ma służyć jako świadectwo naszej wiary, tak by nawet postronny świadek, gdyby ujrzał jej stronice, mógł szerzyć dalej wesołą nowinę cudu stworzenia. Korzystając z technik w niej zawartych, jest możliwe odnowienie siły Zakonu, w niefortunnym przypadku, gdyby on wygasł. Powierzam więc wam, moi Bracia, pieczę nad księgą oraz ufam w to, że podołacie w swoim zadaniu. Niech Bóg ma was w swojej opiece.
- Świadectwo -
Po osiągnięciu odpowiedniego wieku złożyłem śluby zakonne i wstąpiłem do klasztoru na górze Trendor, w kraju króla Jakuba, gdzie oddawałem się codziennej modlitwie, pracy oraz nauce z zakresu ziołolecznictwa. Mój pobyt w klasztorze miał potrwać dziesięć wiosen, jednak został on niespodziewanie przerwany, ze względu na moje nagłe objawienie. Miało ono miejsce wczesną wiosną, szóstego roku nauki, kiedy śnieg zaczął topnieć, a przyroda powoli wracała do życia. Podążałem górskim szlakiem przez las, korzystając z części swojego wolnego czasu na podziwianie Boskiego stworzenia, którego piękno uwieczniałem następnie za pomocą poezji, wykorzystując nadany mi przez Pana talent, ku pokrzepieniu serc innych zakonników.
Nagle niebo się rozstąpiło. Przez chmury przedarł się jaskrawy, mieniący się w wielu kolorach byt i z hukiem uderzył o ziemię, strasząc przy tym okoliczne ptactwo, które wzdarło się w niebo i w krzykliwych chmarach rozproszyło się na wszystkie strony. Ja również byłem nie mniej przerażony, jednak zebrałem w sobie odwagę i ruszyłem pędem w stronę dziwnego wydarzenia, pchany impulsem. Z daleka, pomiędzy powalonymi drzewami, zauważyłem obiekt o niesamowitych kształtach – jego powierzchnia była gładka jak tafla jeziora i równie przejrzysta, odbijał się w niej okoliczny las oraz niebo. Jego kształtu trudno jest mi ująć w słowa, szeregi połączonych ze sobą łuków i kul tworzyły niesamowitą kompozycję, która nie mogła być dziełem ludzkich rąk. Nie był to jednak koniec mojego zachwytu, gdyż nagle z niebiańskiej struktury zaczął dobiegać wyraźny syk, trwający zaledwie chwilę, jak gdyby rój żmij odezwał się jednym głosem, po czym z jej wnętrza wyłonił się On. Ukazał mi się w formie płomienia w kolorze błękitu, unoszącego się nad strukturą, choć ten opis zdaje mi się niewystarczający – to była czysta moc, zawarta w nieograniczonej niczym formie, czułem ciepło, czy raczej mrowienie na skórze, gdy wpatrywałem się wprost na Niego.
Wtem przemówił: „Nie lękaj się, Dziecię Ziemi”. Głos jego był tak czysty i doskonały, że nie byłaby mu w stanie dorównać żadna muzyka i żadna pieśń ludzka. „Nie lękaj się, wyjdź z ukrycia” powtórzył, a ja posłuchałem, podszedłem i padłem na twarz. „Wstań. Jak mamy rozmawiać, kiedy nie chcesz patrzeć na Mnie?” usłuchałem Go i w odpowiedzi rzekłem: „Panie, czemuż ukazałeś się przede mną? Nie jestem godzien, aby oglądać Twoje oblicze”. „Chcę, abyś zawarł ze Mną przymierze. Dam ci dar mądrości, żebyś ty mógł zaszczepić Mój okruch w ludzkości”, na co odpowiedziałem: „Niech się stanie według słowa Twego”.
Wstąpił wtedy we mnie duch Jego i naraz ujrzałem wszystkie kolory świata, usłyszałem każdy dźwięk, a w ustach poczułem posmak siarki. Nie byłem świadom, ile czasu spędziłem w tym stanie uniesienia, ale słońce zmieniło swoje położenie na widnokręgu i chyliło się wtedy już ku zachodowi. Spojrzałem na strukturę, z której On wyszedł i zaskoczyła mnie moja własna myśl. Wiedziałem bowiem, że ta struktura była Arką i pochodziła z konkretnego miejsca Nieba, nazwanego Oxinion. Mogłem sięgnąć myślami do każdej rzeczy, jaka istniała, to właśnie był dar mądrości, o którym On mówił. On z kolei zniknął, ale wiedziałem, że nadal był wewnątrz mnie i podpowiadał mi cele mojej misji, a także objawiał prawdy, które zapisuję teraz wam, Bracia.
- Dar Stworzenia -
Najważniejszym z naszych darów, Bracia, jest Dar Stworzenia. Wielu z was doświadczyło jego błogosławieństwa, dlatego pomóżcie zaznać go nowym Braciom, nie kryjąc go przed nimi. Do jego spełnienia potrzebny wam będzie przede wszystkim okruch Boga. Każdy z was ma go w sobie, ale w wypadku, gdyby zabrakło członków Zakonu, Jego fragmenty są ukryte w krainie poza zasięgiem działań Kościoła i można je odnaleźć podążając za śladami Brata Morgusa III. Kiedy już go posiądziecie, zbierzcie beczkę czerwonej gliny, dodajcie do niej siarki, wciśnijcie w masę 5 monet i odmówiwszy modlitwę, pozostawcie przy beczce jednego z Braci, który będzie nad nią czuwać lub czysty okruch Boga. Po upływie jednego dnia i nocy, glina powinna przybrać jaśniejszego koloru, będzie to znak dla was, żeby wyjąć ją z beczki i zacząć formować. Powinniście wziąć odlew jednego z Braci, tak jak kowale robią odlewy narzędzi, aby odwzorować doskonałe dzieło Boga – gdybyście mieli ulepić nowego Brata bez idealnego wzorca, będzie on cierpiał i chorował, aż do niechybnej śmierci, dlatego miejcie szczególnie na względzie, żeby nie zaniedbać tego kroku. Po umieszczeniu przemienionej gliny w formie, zbierzecie się wszyscy nad nią i jeden z was odda odrobinę swojej krwi, żeby tchnąć życie w nowego Brata. Zaczniecie się wtedy modlić, a on przebudzi się po zmówieniu Pięciu Litanii. Będzie nagi, przestraszony i zdezorientowany – tak jak pierwszy człowiek, którego stworzył Bóg. Zadbajcie od niego, dając mu odpoczywać, pić i jeść tłustych potraw, a z czasem będzie on zyskiwał mądrość Brata, z którego krwi powstał. Gdy miną dwa dni mszalne, a nowy Brat będzie w pełni sił, nadacie mu imię i wcielicie do Zakonu.
- Paruzja -
Pan zamieszkał między nami, w każdym z nas, Bracia. Objawił mi jednak, że powróci do nieba, zabierając nas ze sobą, a także wszystkich, którzy przyjęli jego część, gdy cały naród dołączy do grona wyznawców. Głoście więc nowinę ponownego stworzenia, nieście nasz dar każdemu, kogo napotkacie i nie bójcie się śmierci, bo już teraz możecie żyć wiecznie w naszym Panu. A kiedy nadejdzie dzień i wybije godzina, żeby opuścić nasze ziemskie ciała, będziecie mogli powiedzieć sami sobie: „Ja jestem ten, który zesłał zbawienie na świat” i zaskarbicie sobie szczególną łaskę u Boga. Wystrzegajcie się jednak tych, którzy chcą stłamsić waszą wiarę i będą wam mówić, że Zakon osiągnął już swoją chwałę, albowiem powiadam wam: Dopóki dusze nasze nie legną w świętym Oxinionie, a wszyscy krzewiciele zła nie zostaną spaleni jako opał dla Arki, nie wypełniliśmy swojego powołania. Dopóki każdy mąż, kobieta i dziecko nie narodzą się ponownie, odrzucając starą powłokę, nie wypełniliśmy swojego powołania. Dążymy do perfekcji, a kto poległ na dążeniu, nie jest godny zbawienia. Pilnujcie się więc Bracia i niech Bóg ma was w swojej opiece.
"Dokumenty w sprawie Incydentu Dies irae, S7-921" z Archiwum Końców Świata
