Niegdyś szósty wymiar był miejscem jałowym i smutnym. Nie było dni, nie było nocy, nie było także zarówno życia, jak i śmierci, nie było szczęścia, jak i rozpaczy. Można by rzec, iż w tamtych czasach Szósty Wymiar nie różnił się wiele od wszechogarniającej go zimnej otchłani.
Jednakże nie był on pozbawiony władcy.
Władcą tej krainy była plugawa matka Pustka, która korzystała z całej tej sytuacji, korzystała z tego, że szósty wymiar był niczym więcej niż nienarodzonym szkieletem. Niewielu na to ziemię przybywało, a tym bardziej zostawało na czas dłuższy. Wszechobecna nicość nieraz była przyczyną szaleństwa podróżnika, który postanowił na czas dłuższy w Szóstym Wymiarze zawitać. Pustka zaś radowała się tym wielce i szydziła z tych, co próbowali na ziemiach tych osiąść. Jej królestwo stało we wiecznej stagnacji, bez poddanych, bez podatków, bez kultury oraz bez historii. Wszyscy zaś o szóstym wymiarze zapomnieli, stał on się widmem, nieróżniącym się wiele od nicości. Choć jak historia pokazała — niedługo miało się to zmienić.
W międzyczasie, napięcie pomiędzy jednym z “królów”, którzy to władali swoimi malutkimi królestwami na pustkowiu, a boskim kowalem Kadathem ciągle wzrastały. Król domagał się co potężniejszych maszyn wojennych, Kadath wiązany honorem oraz przysięgą, którą to przed laty złożył ojcu króla, z trudem nadążał z nowymi konstrukcjami. Choć ów Kowal był człowiekiem honoru, to patrząc na syna swego dłużnika — jego serce się krajało. Król, choć stary wiekiem, miał dziecinne zachowania, co w połączeniu z jego władzą i stanem powodowało rozgoryczenie u wielu dworzan i poddanych. Kadath, choć niezadowolony z sytuacji, z oddaniem budował coraz dziwniejsze twory. Dnia pewnego, kiedy to boski rzemieślnik w swej pracowni pracował zawitał do niego doradca króla. Kadath odłożył swe twórcze narzędzia i słów Doradcy królewskiego zaczął słuchać. Opowiedział mu o sekretnej woli ojca króla i dokument jej dowodzący kowalowi pokazał. Kadath zaś swym oczom uwierzył nie mógł — toż to pismo starego króla. Jednakże to treść szokująca najbardziej była — król namawiał do spiskowania przeciw swemu synowi. Kadath uwierzyć nie mógł, zaś doradca na przysięgę świętą się powołał. Rzemieślnik boski pod mur został przyparty. Choć pewna nienawistna część Kadatha radowała się wielce, to sam bóg kowal był w wielkim smutku. Z bólem serca jednak na spisek przystał. Doradca zaś się uśmiechnął oraz rozkazał kowalowi, by zbudować maszynę, która by to “przypadkiem” króla zgładziła.
Kadath przystąpił do budowy maszyny-mordercy. Tego, który miał pozbawić króla tronu i życia.
Każde uderzenie jego młota było przepełnione smutkiem i żalem. Nie minął więcej niż cykl, a maszyna była gotowa do misji swej wypełnienia…
Dnia następnego, konstrukt swe umiejętności zaprezentował. Nie minęła chwila najkrótsza, a król we krwi własnej się dusił, doradca zaś radował się wielce z władcy szydząc. Widząc grozę na twarzach dworzan oraz diabelny uśmiech spiskowca nieczystego, Kadath zrozumiał co uczynił. Przepełniony winą i rozpaczą podniósł on swój młot ze stali artkańskiej i jednym potężnym uderzeniem na pół robił czaszkę doradcy parszywego. Konstruktor, czując ciężar swoich win, opuścił królestwo, zabierając wraz ze sobą jedynie swój młot i tobołek.
Kadath przez eony podróżował po trzynastym wymiarze, służąc dla wielu władców oraz mistrzów — wszystko, byle uzyskać przebaczenie. Nieważne, jak niewykonalne zadania dawali mu chciwy władcy oraz przebiegli kapłani, to on zawsze im sprostował. Jednakże wkrótce skończyli się władcy, którym można by służyć, oraz kapłani, od których można by otrzymać rozgrzeszenie. Kadath się zmartwił, gdyż wina nadal silnie trzymała się jego serca. Wtedy to spojrzał na szósty wymiar i dostrzegł w nim zwieńczenie swojej pokuty — miejsce, w którym to miał spocząć na wieki.
Tak też zrobił, zaś wszechobecna nicość go pochłonęła, jak wielu innych przed i po nim.
Wegetował zaś przez długie wieki — zawieszony pomiędzy życiem a śmiercią.
Eony zaś mijały, a kuźnia boga kowala dalej stała pusta i zimna.
Wtem zaś we śnie kowala boskiego coś się przebudziło, ognik nadziei i pasji zapłonął. Wśród ciemności stała się jasność, która zbudziła twórcę boskiego. Obwieściła mu zaś ona koniec jego pokuty, oraz iż stary król wybaczył mu jego przewinienia, ale podarował mu także zadanie — miał on dokonać dzieła stworzenia. Kadath padł na kolana, przyrzekając, iż wypełni daną mu misje. Światłość zniknęła, a przestrzeń wokół Kadatha znowu pochłonęło zimno, choć cząstka ciepła, które owa istota przyniosła rozpaliła wnętrze kowala i zmotywowała go do podjęcia po raz wtóry działania. Kadath chwycił za swój złoty młot i wyruszył w nicość, szukając odpowiedniego miejsca na budowę swej kuźni.
Jego wędrówka długo zaś nie trwała i niedługo znalazł miejsce odpowiednie.
Kadath począł swoją kuźnię budować. Wpierw wyłoniło się kowadło, potem zaś potężny piec. Ze swego taboretu wyciągnął narzędzia przeróżne i przygotował je do pracy. Buchnął ogień w piecu, zaś przez nicość rozległ się głuchy dźwięk uderzenia o kowadło.
Pustkę ogarnęła furia w swej najczystszej postaci. Bez chwili namysłu wyruszyła do pracowni kowala, pewna tego, iż ów plugawy przybysz polegnie szybko. Jednakże, kiedy przekroczyła próg kuźni, zastała ją dość niemiła niespodzianka. Kilka potężnych uderzeń młotem śmiertelnie raniło szyderczą istotę, która zaś niczym pies z podkulonym ogonem uciekła z pracowni Boga-twórcy. Kadath zaś kontynuował swoją pracę — z każdym uderzeniem jego kowadła setka planet powstała wraz z nimi — góry, łąki, pustynie, podołki duże i małe.
Z każdym buchnięciem ognia jego pieca powstawały nowe gwiazdy, które rozpalały nicość. Pustka zaś po raz pierwszy od eonów niezliczonych poczuła strach, strach w najczystszej postaci. Swe dzieci poczęła wysyłać, by Kadatha zatrzymać przed dziełem stworzenia, jednakże żadne z nich nie wracało — wszystkie od złotego młota ginęły, a krew ich oraz krew przez przybysza przelana się zmieszały.
Wsiąkły w gleby światów, które to Kadath stworzył. Ona zaś zmieszana, dawała życiu różnorakiemu początek.
Kadatha mało to interesowało, będąc w pełni oddany swej pracy. Ogień jego kuźni dumnie górował nad czymś, co niegdyś było sercem nicości, zaś jego żar niekiedy topił co słabsze skały. Potężne uderzenia młota o kowadło rozbrzmiewały dzień i noc, dając początek stworzeniu wieczystemu.
Jednakże Kadath nie był jedynym, który zamieszkiwał ów świat. Z jego krwi oraz z ziemi, której dał początek, wyłonił się lud czerwony, o ciałach wiotkich i słabych, lecz o sercu i umyśle płomiennym niczym piec kuźni Stwórcy.
Głuchy dźwięk wykuwania oraz ogień pieca boga kowala ściągnął lud ten na najwyższy szczyt planety czerwonej, poprzez siedem rzek i siedem mórz. Przez lasy z syntetyku oraz krzewy ze stali, aż na szczyt góry się wznieśli. Zastali oni Kadatha w trakcie pracy — obraz był to majestatyczny. Z obserwacji jego pracy zaś dużo nauki wynieśli. Zbudowali swój przyczółek oraz sztuki rzemieślnicze zaczęli praktykować. Spośród ich wyłoniło się siedmiu kowali-twórców, o niezwykłych, nawet można powiedzieć — nadnaturalnych talentach. Mijały lata, zaś Lud ten prosperował tuż pod progiem kuźni nieświadomego wielkiego stwórcy. Natomiast on sam, zbyt skupiony na swoim zadaniu, nie zważał na cywilizację rozwijającą się tuż za progiem jego pracowni.
Jednakże i to miało się niedługo zmienić.
Pustka, choć osłabiona, dalej Kadathowi życie i pracę uprzykrzała. Wysyłała swe liczne dzieci, by niszczyły jego dzieła bądź kąsały go, raniąc go głęboko. Kadath po każdym takim starciu do swej pracowni żywy wracał, triumfując raz za razem. Dnia pewnego Pustka na pomysł wpadła, jakby to kowala się na zawsze pozbyć. Przywołała ona jedno z bardziej przebiegłych ze swoich dzieci. Jego imię brzmiało Ah-Tahl - wielki zatruwacz. Choć nie tak silny, jak reszta swych braci, to posiadał dar równie, a może nawet bardziej groźny niż siła brutalna. Opowiedziała mu o swym planie i o jego roli w nim, zaś on się zgodził. Bezzwłocznie plugawiec wyruszył, by spełnić plan swej matki. Grabił i niszczył światy, co Kadatha niezwykle rozzłościło. Chwycił więc swój młot i wyruszył by pozbyć się szkodnika nieczystego.
Na to właśnie liczył Ah-Tahl.
Dwójka wojowników stanęła do walki. Dziecię Pustki zadawało rany niezbyt głębokie, ale niezwykle bolesne, zaś Kadath każdym uderzeniem młota łamał kończyny istoty. Batalia długo nie trwała, a kowal boski po raz wtóry zwyciężył. Wtem Kadath poczuł, jak jego ciało słabnie. Na Początku uznał, iż to zmęczenie, i kontynuował swą drogę do kuźni. Jednakże z każdym krokiem jego ciało wiotczało, zaś jego skóra bladła. Kiedy zaś do progu kuźni dotarł, upadł. Wtedy też pojął, iż to nie zmęczenie siły życiowe mu odebrało, ale trucizna.
Kadath przez dni sześć i nocy pięć na progu swej pracowni leżał sparaliżowany, nie będąc w stanie nawet swym najmniejszym palcem ruszyć. Uwięziony we własnym ciele, kowal przeżywał męki piekielne.
Kowal nadzieję porzucił, jego umysł zaś pogrążył się w rozpaczy i desperacji. W końcu Kadath zasnął…
Poranka dnia szóstego, kiedy to stwórca swe oczy otworzył, ujrzał obraz zgoła inny — nad nim nie wisiało niebo niebieskie, zaś jego ciało nie na posadzce kamiennej nie spoczywało. Po chwili zaś pojął, iż znajduję się w budynku ze skały czerwonej. Po chwili do pomieszczenia przybyła istota niewielka, stara, o skórze czerwonej. Nazywał się Thetos, i był on przywódcą plemiona ludu przybyłego. Zwali się lahathami — czerwonymi. Opiekował się Kadathem i dzięki niemu on to do zdrowia powrócił. Pewnego dnia, kiedy to już kowal u szczytu swych sił się znajdował, zaciekawiony, zadał swemu przyjacielowi pytanie:
— Czemuż to zrobiłeś, czemuż to postanowiłeś życie mi uratować? — powiedział Kadath.
— Zostawić człeka w cierpieniu to jak temu cierpieniu współdziałać — odpowiedział Thetos.
Ta odpowiedź Kadatha zafascynowała i stała się ona jednym z kilku fundamentów ich przyjaźni. Kadath, choć wyzdrowiały i gotowy do pracy, to postanowił, iż ze swym przyjacielem czas spędzi. Thetos miał synów siedmiu – Satheha, Laheta, Yggydra, Daktyla, Hetosa i Melchiora. Oni wszyscy byli zaś kowalami wielkimi oraz nieraz tworzyli piękne wyroby metalurgiczne jako formę testu, sprawdzenia się i swych możliwości. Dni mijały, zaś Kadath stawał się coraz bardziej przywiązany do owego ludu. W czasie tym samym — pustka i jej dzieci zaczęły niszczyć dzieła Kadatha — światy obracały się w nicość, a gwiazdy gasły jedna po drugiej. Twórca nie był tego świadomy, całkowicie oddał się Lahetom oraz ich często bardzo przyziemnym sprawom i konfliktom.
Dnia pewnego do uszu boskiego kowala dotarły wieści okropne — jego przyjaciel i ten, który przed cyklami wieloma życie jego zbawił, sam na łożu śmierci się znalazł. Kadath dołączył więc do żałobników zebranych nad Thetosem, który wygłaszał swoją ostatnią mowę. Przekazywał ciepłe słowa do bliskich swych, zaś do kompanów swym te otuchy. Pod koniec zwrócił się do Kadatha, nawołując go do wypełnienia powierzonego mu zadania, oraz poprowadzenią ludu jego ku gwiazdom.
Po tych słowach zaś swe oczy zamknął i odszedł na zawsze.
Kadath uhonorował tę ziemię, nazywając ją Thetsą.
Wraz ze śmiercią swego kompana i przyjaciela pojednał się z ludem oraz wznowił pracę w swej kuźni, tym razem nie pracując samemu. Lud kadathcki, jak go później nazwano, podążał za swym wodzem i mistrzem zarówno do walki, jak i do pracy żmudnej koło pieca i kowadła. Wraz z nowymi światami wznosiły się nowe kuźnie, których to piece rozświetlały wszechświat.
Pustka zaś do coraz to większej desperacji zmuszona była, gdyż jej królestwo upadało, zaś jej lud umierał masami. Wiedząc, iż jej czas dobiega końca, postanowiła stworzyć swą ostatnią intrygę…
Lud kadathcki prosperował — spośród nich siódemka wielkich kowali, synów Thetosa, wzniosła się swym mistrzostwem rzemiosła ponad innych. Ich talent w sztucę tworzenia dorównywał nawet temu Kadatha. Wraz z przyjęciem jego nauk dawne limitacje zniknęły dzięki czemu adepci boga kowala byli w stanie budować potężne machiny bojowe będące w stanie przynieść zagładę zarówno z bliska, jak i z daleka. Tworzyli także planety najróżniejsze oraz konstrukcje mniej bojowe, dzięki którym to życie ich ludu znacznie się polepszyło. Każdy z nich dzierżył młot, młot przeszyty stwórczą mocą. Był to symbol pojednania ze swoim mistrzem oraz ich lojalności wobec niego.
Choć każdy z nich posiadł wiedzę oraz umiejętność potrzebne do kucia i budowania skomplikowanych konstruktów, to tylko jeden posiadł wiedzę, jak wykuwać dusze. Ta technika nawet przez Kadatha samego nie została do końca zrozumiana. Owa wiedza pozwalała nadawać obiektom nieżywym życie naturalne, pozwalała animować pozornie niemożliwe maszyny oraz dać początek konstrukcjom abstrakcyjnym.
Imię tego, który tą wiedzą dzierżył brzmiało Melchior.
Melchior był jednym z ulubionych uczniów Kadatha. Łączyło ich wiele rzeczy, wiele podobieństw. Podobnie jak Kadatha, Melchiora cechowało oddanie i determinacja, ale także naiwność oraz wątpliwości. Podobnie również jak Kadath i on był znakomitym rzemieślnikiem. Dzięki jego umiejętnościom oraz wiedzy w zakresie technik kucia dusz — Melchior był w stanie dać życie machinom wojennym niepokonanym przez żadne plugawe dziecko pustki.
Z tego powodu też Pustka obrała sobie go za cel jej odwetu i ostatecznej zemsty na tym, który ośmielił się jej przeciwstawić.
Ulubiony uczeń Kadatha bowiem był człekiem ambitnym, który od lat pragnął zdobyć to, czego żaden inny nie osiągnął. Pragnął on stworzyć istotę perfekcyjną, stojącą ponad wszystko inne. Jego wcześniejsze niepowodzenia wielce zainteresowała Pustkę. Przybrała więc postać kobiety młodej i zawędrowała do kuźni Melchiora. Słodkimi słowami pełnych fałszu i kłamstw uśpiła przeczucie i rozsądek, oraz swoją pomoc zaoferowała kowalowi. On zaś na układ przystał i razem z Pustką rozpoczęli pracę. W końcu z nieokrzesanego syntetyku i stali czerwonej wyłoniła się postać, tak piękna i perfekcyjna, że sam widok zabrał dech w piersiach Melchiorowi. Pragnąc dokończyć swoje dzieło zabrał się do pracy nad wykuwaniem duszy dla tej istoty. Pustka zaś zdjęła swoje niecne przebranie i podarowała małą cząstkę samej siebie tej istocie, dokonując aktu korupcji. Później, gdy Melchior powrócił z wykutą duszą, zastał on widok przeraźliwy — Pustkę najplugawszą przy jego największym dziele żywota. Bez chwili namysłu podniósł swój młot i raz na zawsze położył kres plugawczyni.
Jednakże było już za późno…
Melchior w swej ignorancji dokończył dzieło, nadając mu duszę oraz animując jego ciało. Wraz z pierwszym oddechem, istotę ogarnął obłęd oraz szał. Melchior ze zgrozą patrzył na agonię swego dzieła, nie będąc w stanie pojąć co się dzieje. Istota natomiast zaczęła niszczyć pracownie adepta, przenosząc swój ból i szaleństwo na obiekty wokół niej. Melchior z ciężkim serca podniósł swój młot wysoko i wraz z łzami w oczach opuścił go na swoje sztuczne dziecię. Jednakże to ono było szybsze i ze zwinnością thatckiej traszki uniknęło ciosu. Wykorzystując rozpacz i szok swego stwórcy konstrukt przystąpił do brutalnego kontrataku, łamiąc kości oraz rozrywając mięso z łatwością, z jaką robił to przed laty jego twórca. Melchior, niczym dawniej Pustka — uciekł z niegdyś swojej kuźni, zaś jego plugawe dzieło rozpoczęło swą kampanię przeciwko wszelkiemu stworzeniu.
Imię istoty zaś brzmiało Haathar.
Haathar począł szerzyć zagładę po światach stworzonych, budując swoje własne machiny zagłady. Kadath oraz jego dostojni adepci byli przerażeni, arogancki twórca zaś okrył się hańbą i za swe występki na tułaczkę po trzynastu światach został wygnany. Niczym kiedyś sam Kadath, Melchior na pokutę się udał — wędrując i służąc pokornie.
Zaś szósty wymiar w pułapce złapany dalej walczy, przeciwko temu co nieuniknione…
Niektórzy mawiają, iż losem szóstego wymiaru jest trwać w cyklu stworzenia i zniszczenia iż samo stworzenie przyniesie sobie zagładę ostateczną, a ta przyniesie twór wieczysty…
