Przy utwardzonej kamieniami ścieżce leżą dwa kwiaty;
Upuszczone, wyrzucone, nie ma to już znaczenia.
Jeden wyschnięty, wyblakły;
Drugi jeszcze dycha.
Powoli jego kolory zanikają;
Samotnie nie przetrwa.
Gdyby zaczął bez towarzystwa, bliskości;
Jeszcze nie byłby u kresu istnienia.
Lecz w miejscu stykania się kwiatów;
Powstaje sucha plama.
Powoli poszerza się;
Zabierając czas.
Mimo to kwiat nie żałuje;
Woli umrzeć niż zostać sam.
Bliskość nie jest jednak powodem śmierci;
Jedynie urozmaiceniem życia.
