Latawiec
ocena: +7+x

⠀⠀⠀— Proszę pomóżcie! On tu umiera!
Matka nad synem, pośrodku wszystkiego
Żale leje w eter, do niczego.
⠀⠀⠀— Jak to tak, jak? Przecież jest niedziela!

I nagle zeszło zewsząd, znikąd i stąd
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Ludzi tłumy, jak śmierdzący świąd.

⠀⠀⠀— Proszę pomóżcie! Pomóżcie jemu!
Matka drze szaty, a czyje? Jeden chłam.
Aż przyszedł do niej taki jeden cham.
⠀⠀⠀— Lepiej dać już umrzeć tak marnemu!

I nagle znikądinąd, stąd i donikąd
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Przyszło więcej ludu, jak ten trąd!

I patrzą wszyscy głupio, tak strasznie,
Niezmąceni mądrością, niczym, na wspak.
I tak stoją, stoją i ślęczą tak
Jakby co widzą, wiało przytulaśnie.

A z tłumu patrzy nie ośmiu i dziesięciu
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Uśmiecha się do matki pięciu.

⠀⠀⠀— Syna tu tracę! — lecz on się uniósł.
Wywinął dłońmi, ludzi wytrącił
I po zewsządkąd ich tam roztrącił.
⠀⠀⠀— Tracisz, bo nas ze spokoju wytrącił.

A tłumu już nie ma, odszedł dostąd.
⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀⠀Został Latawiec, matka poszła stąd.


Z Dwuświatu

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License