Puste oczy ku niebu skierowane
Pozostałe w nich odbicia
Na zawsze zapomniane
L'evlm la 'evd
Ludzkie uczucia obawy, złości, strachu
Rozmyte w kałużach szkarłatnych zwierciadeł
Drżących wraz z ziemią, w zgłuszonym szlochu
A obok beznamiętne szeregi metalowych toczydeł
Ostrzących nienasycone apetyty zawiści i śmierci
Abadā marratan ukhrā
Jeszcze niedawno rozlegał się tu śmiech niewielki
Wśród harmidru życia
Przezwyciężając żałości, rozpacze i smutki
Walka wolności
Wbrew łaknieniom popiołu i przemocy jednolicej grupki
Nie wieder
Aż wielki palec, nadludzko i nieludzko wywyższający swe ego
Wskazał
I skierował się dymiący pręt ku głowom, szczególnie ludu niewinnego
Mydliny
Rozlewając na prawo i lewo, dla poparcia mordu wielkiego
Never again
Padały słowa, ostrzeżenia, zapewnienia
Usta wielu pocałunki szacunku i rozpaczy rozdawały
Teraz fałsz i hipokryzja wylewa się bez złudzenia
Hasła przeszłości zastałe w historii jako puste majaczenia
Nigdy więcej
Raz jeszcze powiedzą
O ile krew rozlana rzeką
Gardeł im nie zaleje
