13.07.1994
Opuściliśmy port w Twidelton East, na pokładzie Stalowej Mewy wczesnym rankiem, kierując się na północ. Naszym celem było miasto Sunnex — największy ośrodek handlu w tej części Trzeciego Wymiaru. Ostatnio udało nam się upolować węża morskiego i mieliśmy nadzieję na sprzedaż jego kłów, które w Sunnex cieszą się ponoć dużą popularnością. Kilku członków mojej załogi nie chciało płynąć. Twierdzili, że zabicie morskiego węża dla zysku, a nie w obronie własnej, sprowadzi na nas nieszczęście. Skoro nie chcą płynąć, niech zostaną. Jednak większość załogi postanowiła mi towarzyszyć.
14.07.1994
Musieliśmy nadłożyć sporo drogi, by ominąć olbrzymi sztorm, który nadciągał z zachodu. Jeszcze nie wiemy o ile dokładnie czasu wydłuży się podróż, lecz na pewno nie dotrzemy do celu naszej wyprawy w sześć dni, tak jak to było przez nas zamierzone.
15.07.1994
Sztorm nie był jedyną przeszkodą, która stanęła nam na drodze do Sunnex. Dzisiaj napotkaliśmy dużą ławicę płaszczek ognistych, było ich chyba ze sto. Kilka zainteresowało się Stalową Mewą, jednak zabiliśmy je zanim zdążyły poważnie uszkodzić statek.
16.07.1994
Dzisiaj, koło południa, miało miejsce dziwne zdarzenie. Płynęliśmy przez Wielki Ocean z dala od lądu, aż nagle ktoś z załogi zauważył wyspę. Było to conajmniej dziwne, bo jak już wspominałem, znajdowaliśmy się daleko od jakichkolwiek lądów. Gdy podpłynęliśmy bliżej, do naszych uszu dotarła tajemnicza melodia, jednocześnie piękna i straszna. Czyżbyśmy znaleźli legendarną Wyspę Syren? Jako kapitan, rozkazałem ominąć ten ląd szerokim łukiem. To wszystko coraz bardziej wygląda tak, jakby los miał coś przeciwko naszej podróży do Sunnex.
17.07.1994
Dzisiejszy dzień nie przyniósł żadnych niepokojących zdarzeń. Mam nadzieję, że do końca naszej podróży nie będzie miało miejsca już nic, co dziwne i niebezpieczne.
18.07.1994
Moje obawy się spełniły. Dzień drogi od Sunnex napotkaliśmy ogromnego węża morskiego. Nigdy jeszcze nie widziałem niczego tak wielkiego. Potwór ten był dwukrotnie większy od naszego statku, więc z łatwością przedzielił go na pół. Załoga próbowała się ratować, lecz nie wszystkim się udało. Ja, wraz z kilkoma zaufanymi ludźmi, wsiadłem do szalupy ratunkowej i uciekłem z tego piekła. Teraz musimy prędko znaleźć jakiś ląd, bo ze Stalowej Mewy udało się ocalić tylko niewielką ilość żywności.
19.07.1994
Żywności zostało nam na jeszcze jeden dzień. Musimy, musimy znaleźć jakąś wyspę. Wszystkie mapy poszły na dno razem ze Stalową Mewą, więc nie wiemy jak daleko jesteśmy od jakiegokolwiek lądu.
20.07.1994
Jedzenie się skończyło, a na horyzoncie nie widać żadnych ziem. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego akurat my? Tak wielu marynarzy żyje w Trzecim Wymiarze, więc dlaczego to nam przytrafia się ten koszmar?
21.07.1994
Obok nas przepłynęła grupa delfinów krwawych, lecz na szczęście nie zainteresowała się naszą małą szalupą. Jeszcze tylko tego nam brakuje, by zaatakowały nas morskie stworzenia.
22.07.1994
Dobra wiadomość jest taka, że znaleźliśmy wreszcie wyspę. Zła taka, że jest to napotkana przez nas wcześniej Wyspa Syren. Znów słyszymy te przerażające ale i fascynujące dźwięki syreniego śpiewu. Byłem przeciwny zbliżaniu się do wyspy, lecz załoga mnie przegłosowała. Płyniemy tam.
23.07.1994
Z każdą chwilą śpiew staje się coraz głośniejszy i wyraźniejszy. Nawet rozpoznaję słowa syreniej pieśni. Śpiewają starą, rybacką piosenkę, którą usłyszałem kiedyś od ojca. Im bliżej wyspy jesteśmy, tym bardziej jestem przekonany, że oszalałem. Wiem, że gdy już tam dopłyniemy, nie wrócimy. Więc zbiorę moje notatki, włożę do butelki i wrzucę w morze. Może kiedyś ktoś je odnajdzie. Będzie to pamiątka po mnie, dla moich bliskich. To chyba już wszystko co miałem napisać. Za chwilę dobijamy do brzegu. Żegnajcie.
Ten dziennik znalazłem podczas swojego krótkiego pobytu na Wyspie Syren. Ponieważ nie udało mi się odnaleźć rodziny autora, postanowiłem przekazać znalezisko Bibliotece Wędrowca.
— Kha'Shor, Samotny Wędrowiec
