— Coś się stało?
— Co? Nie, nie. Po prostu… coś mnie zastanawia. — potarł lekko podbródek tyłem dłoni. — Chyba tak najlepiej to ubrać w słowa.
— Mhm. A co konkretnie?
— Rozmawiałem dzisiaj po zajęciach z wykładowcą…
— Którym?
— Tym specyficznym.
— A, ten co stara się pomagać jak może, ale ma problemy z umiejętnościami społecznymi?
— Tak, z nim. — przez chwilę się zastanawiał. — Na początku rozmowa była o standardowych sprawach związanych ze studiami i badaniami. Jednak po chwili zeszło na sprawy codzienne. W pewnym momencie wspomniałem o tym, że dostałem już wszystkie wyniki badań, oraz załatwiłem wszystkie kwestie urzędowe i prawne…
— Och łał. Nie sądziłam, że możecie z nim rozmawiać aż tak poufale. Większość moich wykładowców jest raczej formalna i nie rozmawia zbyt wiele o prywatnych sprawach, a reszta to… no wiesz. Są reliktami i skamielinami z babusem w dupie.
— Zastanawiam się, czy przypadkiem nie obraziłaś skamielin i reliktów historycznych.
— …Fair point.
— Wracając. Zaskoczyła mnie jego reakcja. Już wcześniej z nim często o tym rozmawiałem, ale nigdy czegoś takiego nie zauważyłem. Jego oczy… zrobiły się jakby smutne? Trudno jednoznacznie stwierdzić, ale po prostu… nie było to coś spodziewanego. Pogratulował mi i życzył wszystkiego najlepszego, jeszcze zaczął mówić coś o tym, żebym nie obawiał się szukać pomocy, ale… urwał w pół słowa. Pożegnał się, mówiąc o tym, że musi sprawdzić sprawozdania z labów i poszedł do biura. — zamilkł, marszcząc czoło.
— I to tyle?
— Nie… ale nie wiem, czy powinienem kontynuować.
— Czemu? — zmierzyła twarz przyjaciela, podnosząc brew.
— Podsłuchałem, co robił w biurze po tym, jak się w nim zamknął. — odpowiedział z zawahaniem. — Nie powinienem był, ale coś mi mocno nie grało. Szczególnie że usłyszałem jak się zaklucza, a potem coś cicho uderzyło w drzwi od jego strony, lekko nimi trzęsąc. Staliśmy całkiem blisko wejścia do biura, kiedy kończyliśmy rozmowę, więc nie miałem problemu, by to wszystko zauważyć.
— Łał. Stalker. — satyrycznie uśmiechnęła się, łykając soku pomarańczowego ze szklanki. — I co było dalej?
— Zastanawiam się, czy to mój czyn był bardziej niemoralny, czy twoja ciekawość jest jednak dalej na spektrum. — pokręcił bezradnie głową.
— Teraz będziesz mi wykładał o względności moralności, bez dokończenia historii, którą sam zacząłeś? — rzuciła z przekąsem, kręcąc oczami jakby w irytacji.
— Ech. — westchnął. — Na początku nie słyszałem nic. Była cisza. Dopiero po chwili zaczął do mnie docierać szloch. Co było bardzo dziwne, ten szloch jak się pojawił, tak zaraz przerodził się w… rozpacz? Nie wiem. Po prostu słyszałem jak lekkie czkanie i podciąganie nosem, prawie natychmiastowo przerodziło się w hiperwentylację i niezrozumiałe słowa, które próbowały się przebić przez ściśnięte gardło i zatkany nos.
Spojrzał w swoją szklankę. Matowo żółty sok odbijał w sobie światło żarówki powyżej. Chwilę po tym przeniósł swój wzrok na dziewczynę obok.
Miała zaskoczony wzrok. Zapewne myślała o tym wszystkim to samo co on.
I zapewne tak jak on, nie wiedziała co z tym zrobić.
