Część I
Statek kosmiczny Salvada wleciał na orbitę okołoplanetarną i wyhamował swoimi silnikami tak, aby na niej zostać. Wyglądał jak wycięty podłużny prostokątny blok metalu uformowany w plan rombu prostokątnego. Jego jonowe silniki na rufie zostały już wyłączone i molochem nie wzbudzały już żadne wibracje czy drgania. Na pokładzie tego gwiezdnego okrętu znajdowało się 20 naukowców różnych dziedzin przydatnych w kosmosie, 40-tu nawigatorów logistyków i niewielki oddział 10 robotów wojskowych.
Statek ów nie miał żadnej misji. Po prostu zagubił się w kosmosie a ludzie wiedzeni paniczną chęcią odnalezienia domu, szukali drogi powrotnej. Kapitanem latającego masywu był nie kto inny niż sam Ryszard Pixel. Kiedyś astronauta zawożący produkty do koloni na Marsie, później jeden z bohaterów zażegnania kryzysu w łączności na koloni Księżyca a teraz… no własnie… zagubiony.
Nikt nie wiedział, jak komputer pokładowy zaczął szwankować i zmienił kurs, podczas gdy załoga byłą w śnie kriogenicznym. Wybudzeni ludzie zastali niemałe zaskoczenie. Żadna mapa ani żaden algorytm nie pomógł w odnalezieniu położenia układu gwiezdnego, w którym się znajdowali. Planeta miała wprawdzie atmosferę i zielony kolor oraz oceany ale równie dobrze mogła być i podpucha.
Planeta mogła się okazać zieloną tylko dzięki jakiemuś pigmentowi chemicznemu, zaś oceany mogły być skażone.
Pixel musiał się liczyć z tą ewentualnością.
— No to klops… klops… klops… klops… — wymamrotał niesamowicie poirytowany całą tą sytuacją.
Kazał Nawigatorowi sprawdzić położenie układu gwiezdnego, lecz komenda nie została wykonana. Mapa trajektorii, jaką lecieli, nie wyświetlała się. Nawigator tylko bezradnie rozłożył ręce. Śluzy na mostku co rusz się otwierały i zamykały wpuszczając niezbędny personel, i pomniejsze roboty czyszczące, które wyglądały jak małe miniaturowe samochodziki wielkości dużego buta. Choć być może samochodziki było zbyt modnym uproszczeniem gdyż były kanciaste i niewiele się różniły od graniastosłupów prostokątnych. Pixel kopnął jednego ze złości. Jedyna działająca mapa, jaką miał był wykaz zostawiających za statkiem oparów jonowych, ale te urywały się nie dalej jak o rok świetlny od teraźniejszej pozycji. Trapezowy moloch nie był jednak aż tak biedny. Żywności i żelaznych racji żywnościowych starczyłoby na dwa lata. Wraz z kąpielą kriogeniczną czas ten można było wydłużyć do 20-tu.
Nawigatorzy uwijali się w pocie czoła, by naprawić główny komputer, który nie chciał się włączyć, lecz czas napraw zajął, by im tydzień. Ryszard o tym wiedział i starał się na nich nie wyładowywać swojej złości. W końcu dobrze by było wybadać czy ta planeta, wokół której orbitują nadaje się do życia. Nie czekając, kazał wysłać mniejszy statek do rekonesansu. Jako naukowca mającego najwięcej doświadczenia z obcymi światami wysłał biologa, Piotra Ryszniewicza a także jeden junit wojskowy. Robota o nazwie "Nexer".
Konstrukt ów był nie tylko świadomą myślącą maszyną ale także weteranem wojen międzyplanetarnych, który wstąpił na pokład w zamian za naprawy, lepszy akumulator elektryczny i minimalną opłatę 20 kredytów co było komicznie niewiele, ale polityka Ziemska jasno mówiła iż myślące maszyny muszą mieć uprawnienia zbliżone do ludzkich. Pixel tylko trochę rozmawiał z tym Robotem. Dowiedział się iż nie przepada za ludźmi, których nie zdążył poznać dogłębnie, a na Ziemi spędzał czas w barach podpinając się do elektrycznych maszyn ekstazy dla robotów.
Nexer był w rzeczy samej najemnikiem, ale o wiele bliżej mu było do weterana wojennego, u którego maszyna ekstazy byłą analogiczna do alkoholu. Mimo wszystko jego kanciasty, prostokątny łeb z jednym czerwono świecącym się okiem budził grozę wśród załogi. Wiedział jak zabijać, mógłby sam wyrżnąć w pień całą załogę podczas krio-snu i nawet standardowe modele robotów wojskowych by mu rady nie dały. Były za głupie, za mało świadome.
Tymczasem hangar Salvady został otworzony a powietrze uprzednio z niego wypompowane. Biolog Piotr Ryszniewicz był niespokojny. Zawsze za sterami zasiadał człowiek, a tym razem za sterami siedziała maszyna. Najemnik. Odznaczony za swoją waleczność dodatkowym numerem seryjnym T-86. Znakiem znamiennym dla ostatniej Wielkiej Wojny Planetarnej, która miała miejsce w układzie gwiezdnym nie tak daleko położonym od naszego rodzimego.
— Boisz się? — powiedział Nexer, powoli wylatując małym ślizgaczem słonecznym z hangaru.
— Co to za pytanie? I kto to niby mówi? — wycedził naukowiec po czym szybko dodał — Blaszak — jakoby obrażony że robot zwrócił się własnie do niego. Jak on w ogóle śmiał.
— Nie bój nic. — odparł blaszak- Strach to tylko logiczna odpowiedź organizmu. Większość ludzi to do mnie czuje ale… mam wrażenie że jak się bliżej poznamy, nieco dętka ci zmięknie… Czy jak to tam ludzie określają.
— To było obelżywe. — stwierdził Biolog, mamrocząc pod nosem
— Nie bój nic panie Biolog. Zaraz będziesz robić to, do czego zostałeś stworzony. Zbierać próbki wymiocin organicznych plugastw.
Pixel słysząc tą rozmowę przez radio siedział na swoim fotelu z ręką położoną na czole. Ten robot rzeczywiście mógł sprawiać kłopoty. Niestety już było za późno. Ślizgacz opuścił matczyny statek i począł wchodzić w atmosferę pod odpowiednim kątem. Jego skrzydła zarzażyły się lesz nie zaczęły się topić. Znak iż pilot wehikułu dobrze wiedział co robi i na ile może sobie pozwolić.
— God Speed przyjacielu. — odparł Pixel i wyłączył kanał radiowy, z którego podłuchał konwersację biologa i maszyny.
***
W krótkim czasie ślizgacz przebił się przez stratosferę i począł majestatycznie szybować w mniej złowrogich warstwach atmosfery planety. Biolog był pod pewnym wrażeniem, ale pozostawiał komentarz niewypowiedziany. W końcu wylądowali. Ryszniewicz w skafandrze wyszedł jako pierwszy. Zbadał atmosferę, pobrał próbki i zaczął badać ich kompozycję. Jego podręczne laboratorium w teczce okazało się bardzo przydatne. Tymczasem Nexer mając głęboko w poważaniu swojego towarzysza, rozglądał się dookoła wyczekując zagrożenia.
Tymczasem na pokładzie Salvady doszło do małego zamieszania. Małego jednak to mało powiedziane. Chłodziwo w postaci ciekłego Azotu, które zapobiegało przegrzaniu się podzespołów głównego komputera, wyciekło. Ekrany iskrzyły się od świecących cyfrowych błędów, a źródło wycieków zostało znalezione i z trudem zatamowane. Użyto nawet prowizorycznej szarej taśmy klejącej.
Pixel patrzył na cały ten rozgardiasz i oczom nie wierzył jak coś takiego, mogło się odchrzanić na jego ukochanym statku, który może nie był najnowszą myślą technologiczną, ale na pewno nie był przestarzały. A przynajmniej tak zdawało się Kapitanowi tego bajzlu.
Postanowił jednak się nie denerwować i zapaliwszy papierosa, poszedł do stołówki. Tam już odnalazł miejsce, gdzie siedział starszy nawigator i biedził się nad mapami gwiezdnymi.
— Jakiś progres? — spytał Kapitan.
— Nie pal na statku. — opowiedział siwobrody kartograf- To przynosi pecha. Poza tym tlen jest cenny.
Usłyszawszy to Ryszard Pixel, zgasił niechętnie papierosa i zaczął wyczekiwać kiedy rozmówca się odezwie. W końcu po minucie milczenia starszy człowiek raczył się odezwać.
— Konstelacje gwiezdne są w zupełnie innym szyku niż na mapach. Nie mogę za nic określić pozycji ani znaleźć żadnego punktu odniesienia. Zapisy z czarnych skrzynek wskazują jednoznacznie, że przemierzyliśmy Kasiopeję a potem wynikł jakiś błąd systemu. Statek zboczył z kursu i zamiast do domu trafiliśmy w jakieś kompletnie nieznane rejony.
— Nieznane?
— Jesteśmy inaczej ustawieni względem gwiazd, więc znajome konstelacje zmieniły swoją formę. Musiałbym odszukać wpierw Andromedę i na podstawie jej położenia określić nasze miejsce pobytu co dziwi gdyż nasze wizjery optyczne nigdzie nie mogą jej dostrzec. No i pozostaje też kwestia głównego komputera. Bez jego, chociaż częściowej użyteczności nie będę mógł wykonać obliczeń.
— W najgorszym przypadku będziemy wszystko kreślić na papierze. -odparł Pixel, zaciągając się papierosem odruchowo mimo iż nie został zapalony.
Starszy Nawigator jedynie popatrzył na niego z lekkim politowaniem i wyciągnął małe pudełko. Położone na stole od razu wyświetliło planetę i orbitę w okół, której krążyła "Salvada".
— Na razie wiemy tylko tyle. — to mówiąc, uśmiechnął się.
Kapitan wiedział iż "Sędziwy Kartograf" lubi wyzwania toteż podziękował za rozmowę i wyszedł, biorąc z bufetu truskawkowy batonik.
***
Planeta była gęsta. Porośnięta czymś dziwacznym i nietypowym. Było zielone, ale miało konsystencję szlamu i niezwykle szybko się rwało i jakoby pleśniało. Robot Najemnik szedł przodem zaś biolog tuż za nim.
Nagle szlamowate bagno przez, które się przedzierali, ustąpiło czemuś co wyglądało jak zboże ale po dokładniejszych oględzinach okazało się być jakąś formą grzyba, który rósł w zatrważającej ilości tworząc niemałe połacia "pól".
Nexer się nie odzywał, zaś biolog był zafascynowany. Nigdy czegoś takiego nie widział. Owe grzyby jakoby tego było mało zdawały się emitować słabe, żółtawe, fosforyczne światło. Ryszniewicz zbierał już dziesiąta próbkę grzyba, gdy robot podniósł go na równe nogi i swoim metalicznym głosem skomunikował się przez głośniki w skafandrze człowieka, które wybrzmiały jego słowa.
— Chowaj się coś idzie.
— Nie nie…
— Ćśś…
Nastała chwila niezręcznego milczenia i nagle z odmętów mgły, jaka rozpościerała się nad nimi od dłuższego czasu, wychynęła istota potworna dalece obrzydliwa i nieprzypominająca niczego co pływa lub pełza po ziemi.
Miała długawe kończyny w liczbie sześciu. Słoniasty długi pysk oraz coś, co wyglądało jak narośl. Narośl, którym porastało całe pole owych grzybów.
— No pięknie. Te… grzyby pewnie są mięsożerne i chyba mogą wpierdolić także człowieka. -zauważył Nexer- wyrzuć wszystkie fiolki z tym paskudztwem i wracajmy na statek.
Tymczasem potężne zwierzę z naroślą poczęło się giąć na swoich kończynach i ostatecznie upadło. Martwe, drgające w pośmiertnych tikach.
Piotrowi jednak ani w głowie było uciekać. Chciał poznać anatomię tego czegoś, dowiedzieć się więcej o grzybach i przede wszystkim zobaczyć więcej… i więcej… To też odepchnął ramię robota, które chciało go zabrać i dopadając zwierza, wyszarpnął specjalny skalpel z długim ostrzem i wyciął kawałek tkanki z sierścią padłego kolosa.
W parę chwil później zarówno Blaszak, jak i Biolog wracali swoim ślizgaczem na orbitę do Salvady.
— Obiecaj mi tylko że obaj przejdziemy dezynfekcję…
— Tak… — odparł naukowiec — Niedobrze by było, gdyby zarodniki tych grzybów zetknęły się z personelem…A tak w ogóle to dzięki…
— Hmm…?
— Gdybyś nie wstrzymał mnie przed dalszym zapuszczaniem się w teren, wpadłbym na tego zwierza i pewnie zostałbym przygnieciony jego ciężarem.
— Źle zrobiłeś, że zabrałeś te próbki. To zły omen.
— Od kiedy to robot wierzy w takie rzeczy?
— Od kiedy był zmuszony do eksterminacji myślących ludzi podczas Wielkiej Wojny Planetarnej
— Nie wątpię. Ah…
— Czemu się smucisz?
— Moi rodzice brali udział w tej wojnie. Zginęli z rąk maszyn.
— Nie zazdroszczę, choć nie wiem, czym jest strata. Nigdy czegoś takiego nie poczułem. —odparł Robot.
Nastała chwila niezręcznego milczenia.
— Jeżeli chcesz mam w pamięci zgraną listę ludzi, których zabiłem. Ich dane, nazwiska i imiona…
— Milcz blaszaku! Nawet nie próbuj tak ze mną pogrywać. Myślisz, że nie wiem co macie w łbach?!
Mechaniczny Najemnik milczał. Wolał nie rozpoczynać kłótni. Nie lubił tego egocentrycznego zarozumiałka. Biolog był egocentrykiem, choć przed ludźmi dobrze to skrywał. Jedynie wobec maszyny manifestowały się u niego te "właściwe", prawdziwe skazy. Nexer rozumiał też, że mógł się zachować niewłaściwie.
— Mówiłem to nie po to by cię zdenerwować. Nie mam zamiaru w ogóle z tobą pogrywać. Po prostu jeżeli chciałbyś kiedyś upewnić się czy ja to zrobiłem masz mój mózg do dyspozycji.
— Ta… — odparł Piotr, nie zdejmując kombinezonu — prawdziwy rycerz w lśniącej zbroi się znalazł…myślisz że to mnie uszczęśliwi?! Widok rodziców umierających z twojej ręki. Jeżeli faktycznie masz coś wspólnego z ich śmiercią, dopilnuję by przerobili cię na złom.
— Uczciwa oferta.— odparł Nexer. Towarzysz niedoli zaczynał grać mu na nerwach. Czyżby nie wiedział iż wolny robot oferujący człowiekowi swój mózg to najwyższy, niesamolubny akt poświęcenia się maszyny myślącej?
— Może nie wie… — pomyślał robot, kiedy to wlatywali do hangaru.
***
Podróżnicy powracający z powierzchni planety zostali zdezynfekowani chemikaliami niszczącymi wszystkie organiczne związki. Nexer był czysty i błyszczący. Skafander Piotra także lśnił, a wszystkie zarodniki wewnątrz małego wehikułu zostały również wytępione, a ich mrowie zebrane i wyrzucone w kosmos gdzie ekstremalne temperatury zrobią swoje. Mechaniczny najemnik powrócił do swojego stanowiska i przeszedł w stan uśpienia. Piotr szybko zdał raport Kapitanowi. Skład atmosfery był ten sam co Ziemski jednakże przeolbrzymia grzybnia pól ciągnących się hektarami a złożonymi z grzybów, kazała przypuszczać iż nie jest to miejsce przyjazne dla człowieka. Zwłaszcza iż grzyb okazał się być mięsożerny.
Biolog szybko po zdaniu raportu wyłączył narzędzie komunikacyjne. Już miał iść się zdrzemnąć, by za 10 godzin eksperymentować na próbkach, jakie zebrał, kiedy to zobaczył coś niepokojącego na swoim palcu. Na opuszku wskazującego palca ciekła krew. Znak iż musiał zranić się skalpelem, kiedy to wycinał tkankę tego olbrzymiego zwierza. Co gorsza, mógł zobaczyć grzybnię gęsto oplatającą już zranienie. To dlatego nie zauważył śladów krwi. A teraz przyjdzie mu umrzeć na nieznanego pasożyta. Naukowiec poczuł gorycz, czarną rozpacz. Szybko zamknął śluzę i zablokował ją kartą elektroniczną. Wznowił połączenie. Zdał dodatkowy raport kapitanowi, zaś ten szybko przydzielił mu dwóch medyków, którzy nie widząc innego wyjścia ucięli mu opuszek palca tak iż nawet paznokieć by nie odrosną.
Piotr był uratowany. Na razie. Natychmiast rozpoczęto badania nad próbkami grzybów. Biolog mógł teraz podziwiać opuszek swojego wskazującego palca w fiolce.
— Jak dobrze, że nie spanikował i nie chciał zachować tego w tajemnicy… — pomyślał Nexer, kiedy po wybudzeniu się z fazy czuwania usłyszał ową anegdotę od dwóch plotkarzy naukowców. — Gdyby wyjawił to tylko mi. JA bym nikomu o tym nie powiedział.
Część II
Savada wydawała się opustoszała. Wszyscy potrzebni ludzie w tym inżynierowie uwijali się w pocie czoła, gdzieś na niższych kondygnacjach molocha. Ryszard Pixel miał tylko tą przyjemność, iż odczuwał ziemskie ciążenie, za sprawą generatorów grawitacji. Bez nich bajzel by się podwoił, jeżeli nie potroił. Tymczasem Nexer, robot najemnik, już się podładował i teraz chodził od niechcenia po kondygnacjach statku, troszcząc się o własne, z grubsza nieokreślone interesy.
Kapitan widział go na monitoringu. Robot wchodził do stołówki, zaglądał do bagażowni. Był wścibski i nieznośny w swoim zachowaniu. Jedyne co go chroniło przed uziemieniem, był fakt, iż miał hart ducha, który w dzisiejszych czasach nawet najodważniejszym z weteranów ludzkich rzadko się udzielał. Konstrukt w końcu zaszedł do gabinetu Biologa Piotra, gdzie ten niechętnie przywitał go za szybą izolatki.
Naukowiec zdawał się nieufny wobec blaszaka. Kapitan Savady wprawdzie nie wiedział, o czym rozmawiali, jednak po gestykulacji człowieka domyślał się, iż nie rozmawiają o pogodzie. Zastanawiał się także czy nie powinien zamknąć maszyny również w izolowanej śluzie. Obaj mieli kontakt z zarodnikami grzyba. Dezynfekcja mogła nie wyłapać pojedynczego sporu, a grzyb rozwijał się na nosicielu w zawrotny sposób, konsumując żywe tkanki.
Biolog zdążył sprawdzić tkankę owej istoty, którą napotkali. Było to zwierzę o biologii i morfologii bardzo zbliżonej do tej ziemskiej, jednakże jej komórki posiadały jakieś dodatkowe niezbadane organelle. Pixel przebierał palcami, co jakiś czas patrząc ukradkowo na kartografa, który usiłował odnaleźć Andromedę. Wyglądało na to, że zmarnuje kolejne 24-ry godziny na obliczeniach pozycji okolicznych gwiazd, doszukując się jakiegoś nieodgadnionego wzorca w całym tym gwiezdnym chaosie.
Jednak najwięcej problemów sprawiał główny komputer pokładowy, którego sieci neuronowe przestały działać i za cholerę nie chciał się włączyć. Kapitan miał tego dosyć. Opuszczając mostek, poinformował nielicznych iż idzie się przejść by zebrać myśli. Naturalnie była to kolejna z jego wymówek by zapalić papierosa. Jak były astronauta pomyślał, tak zrobił. Zmierzając ku dokom wyjął, z paczki trzymanej w kieszeni na piersi, papierosa i zapalił. Inhalacja nikotyny go uspokoiła. Jego rozczochrane włosy coraz to bardziej podrygiwały, gdy ten przechadzał się korytarzami będącymi trzewiami jego ukochanego statku. Idąc bezwiednie ani się obejrzał, a ujrzał robota, który wyszedł z zza zakrętu.
— O…Witam Kapitanie. — odparł machinalnie robot, zastygając w miejscu.
— Cześć T-86. Powiedz mi lepiej, co robiłeś u Piotrka?
— Chciałem zobaczyć, jak się miewa.
— Jak na robota zdajesz się zbyt ludzki. O czym rozmawialiście.
Robot przez chwilę milczał:
— Jak powiedziałem, chciałem zobaczyć, jak się miewa.
— To nie wyczerpuje mojego pytania.
Robot jakoby zachwiał się i stanął niepewnie.
— Nie lubi mnie. — wyznał — Myśli, że to przeze mnie zginęli jego rodzice.
— A jak niby to mogło się stać.
— Podczas Wielkiej Wojny Planetarnej…
— Było minęło. — rzucił kapitan — Zapewne powiedziałeś mu o swojej skrzynce w mózgu, która zawiera wszystkie dane zamordowanych ludzi na układach słonecznych.
— Tak.
— T-86. Proszę się nie bawić z emocjami mojego podkomendnego. Jest młody to fakt ale nawet proponowanie mu zajrzenia do własnej głowy to trochę za dużo, nie uważasz?
— Ale…
— Znam obyczaje maszyn T-86. I wiem, że twoje postępowanie jest bardziej szlachetne od niejednej jednostki na tym pokładzie. Po prostu mu o tym nie przypominaj. Heh… ludzkie uczucia mają wielką moc. Lubimy kochać… lubimy balować… nie chcemy płakać, a jednak to nieuniknione. Zakładam, iż obce są ci emocje, nawet jeżeli ty sam je całkiem dosadnie manifestujesz. Nie nadużywaj tego.
— Tak jest, Kapitanie. — odparł robot i zasalutował.
Pixel przeszedł koło niego i na tym rozmowa się zakończyła. Ponoć inżynierowie w grupie naukowców trudzili się nad uszczelnieniem rur z chłodziwem i trzeba było wymontować całe baterie cylindryczne na nowe. Na szczęście Savada posiadała i to na swoim podorędziu.
***
Piotr siedział w swojej szklanej izolatce, analizując próbki pobrane na planecie. Grzyby wykazywały przewodnictwo elektryczne i niesamowicie rosły, kiedy karmione były tkanką. Reagowały także na ciepło, wypuszczając kaskady zarodników w fiolkach, w których zostały zamknięte. Naukowiec nie czuł się dobrze. Od rozmowy z Nexerem upłynęło pół godziny, a on nadal nie mógł opanować myśli, iż być może, gdzieś w głowie robota istnieje zapis ostatnich dni jego rodziny. Ostrożnie odstawił substancje chemiczne, czując jak dłonie zaczynają mu drżeć. Coś było nie tak. Nie przeżywał załamania nerwowego, nie emocjonował się, a jednak jego chwytliwe kończyny drgały.
W krótkim czasie po tym zjawisku coś pociekło mu z nosa. To była krew. Nieco zdezorientowany Piotr przeraził się nie na żarty. Pomimo odcięcia palca jego organizm zdołał zostać zarażony grzybem. Jego zarodniki mogły dostać się do krwiobiegu. W końcu były takie małe i unosiły się przy najmniejszym powiewie powietrza. Dopiero teraz do Naukowca dotarło, iż Kapitan dobrze zrobił zamykając go w tym oszklonym pudle z aparaturą laboratoryjną.
Gdyby nie ten fakt, zaraziłby nieumyślnie resztę załogi. A tak tylko on zdechnie, a reszta będzie relatywnie bezpieczna. W chwilę potem Naukowiec włączył swoją lokalną komórkę radiową, którą posiadał każdy z personelu pokładowego z wyjątkiem robotów i łącząc się z odbiornikiem kapitana opowiedział mu o wszystkim. Wyglądało na to, że trzeba będzie zastosować tak skuteczną chemioterapię aby unieszkodliwić grzybicze zarodniki, które już mogły się w nim prężnie rozwijać.
***
Minął Ziemski dzień. Statek Savada nadal dryfował po orbicie, zaś pierwsze prace naprawcze przyniosły sukcesy. Udało się połączyć z siecią neuronową głównego komputera. Choć był to pozytywny wynik, cała baza danych musiała zostać reaktywowana i przywrócona do stanu używalności. Wszyscy naukowcy na pokładzie byli zajęci właśnie tym z wyjątkiem dwóch medyków, którzy za pomocą urządzeń diagnostycznych rozpoczęli badania na Piotrze. Okazało się, że grzyb zanim został wycięty za pierwszym razem, kosztem opuszka palca, wypuścił do organizmu Biologa substancję organiczną powodującą nadciśnienie i częściowo zaburzającą prawidłowy proces krzepnięcia krwi. Stąd krew z nosa. Pacjentowi nie pozostawało nic innego aż czekać, aby organizm sam się uporał z ową substancją. Tymczasem zbadano mu uważnie ciśnienie, pobrano krew, zmierzono temperaturę i powiedziano, żeby informował ich o wszystkim, jeżeli objawy by się nasiliły. Substancja wytworzona przez grzyb powinna zostać z czasem usunięta. Poza tym Naukowcowi z uciętym palcem, nie groziło nic. Skanery nie wykryły żadnego zarodnika ani rozwijającej się grzybni.
Tymczasem Ryszard Pixel, kapitan, słuchał jazzowej muzyki na mostku Savady. To go uspokajało, pozwalało zebrać myśli. Jego spokój jednak nie trwał długo. Starszy Nawigator wszedł przez śluzę ze swoim pudełkiem wyświetlającym potrzebne mu informacje.
— Kapitanie?
— Co się stało?
— Odkryłem, dlaczego nie możemy odnaleźć galaktyki Andromedy. Ona jest zasłonięta. I to przez coś dużego.
— A gdzie to duże coś się dokładnie znajduje?
Na te słowa nawigator włączył swoje urządzenie, które wyświetliło układ słoneczny, w jakim byli. Czerwony marker ustawiony był daleko, poza pierścieniem asteroid i meteorytów. Miał płaską nad wyraz gładką strukturę.
— Pozwoliłem sobie wysłać sondę, która wykonała zdjęcia przeszkody. Jest to coś płaskiego i masywnego. Jak pan może zauważyć, panie Kapitanie, światło żarzącej się galaktyki, dokładnie oświetla krawędzie tego obiektu.
Jest oddalony od nas o 30-ci lat świetlnych. Porusza się bardzo wolno. Algorytmy sondy obliczyły, iż porusza się w określonym kierunku z prędkością 330 kilometrów na godzinę jednak aby odsłonił nam zdatny skrawek galaktyki, należałoby czekać równo 31 dni.
— Czyli do tego czasu jesteśmy uziemieni. Czy znalazł Pan inny sposób na określenie naszego położenia? Konstelacje? Pulsary? Nic?
— Niestety nic Panie Kapitanie. Jesteśmy skazani na czekanie.
Pixel pokiwał głową i dał znać Nawigatorowi, iż może już iść. Muzyka jazzowa, która została wcześniej wyłączona na czas rozmowy teraz znowu rozbrzmiała na mostku. Ryszard zastanawiał się, czy nie dałoby się zrobić czegoś więcej. Czym był ów moloch kosmiczny, który zasłaniał całą galaktykę? Może czarna dziura?
Nie. Gdyby tak było, miałaby fakturę okręgu, a nie dużego wyciętego bloku. Czy to możliwe, żeby istniały tak duże obiekty w kosmosie o takiej fakturze. A może…nie to nie mógłby być nawet statek obcej cywilizacji, a jeżeli tak to bardzo zaawansowanej.
Kapitan rozważał te możliwości w duchu, zaś jego okulary błyszczały w światłach zapalonych ekranów komputerowych. Wszystko poza głównym komputerem działało. Naukowcy odfiltrowywali strumień danych i próbowali się połączyć ze sztuczną inteligencją komputera, która z jakiegoś powodu milczała.
Co mogło się stać? Czy na pokładzie jest sabotażysta? Cokolwiek sprawiło, iż komputer zamilkł i zboczył z kursu, musiało się znajdować gdzieś tu. Na pokładzie. Pixel chciał zapalić papierosa ale powstrzymał się.
Jeszcze tego by brakowało, żeby pech okazał się prawdą.
***
T-86 "Nexer" szedł już któryś raz znanym sobie korytarzem, lecz teraz by urozmaicić sobie podróż, zaczął krążyć po magazynie znajdującego się w środkowej części Savady. Skręcając w zaułek, zobaczył coś, co przykuło jego uwagę. Mianowicie, na jednej z szyb od drzwi śluzy do magazynu pojawiła się para. Niby nic nadzwyczajnego ale robot wiedział iż zarówno prowiant jak i inne produkty biologiczne są zafoliowane lub w słoikach. Skąd tu para? Czyżby filtry osuszające powietrze w magazynowni szwankowały? Wiedziony dziwnym niematematycznym przeczuciem włączył filtr w swoim jedynym wizjerze. Jego oko rozbłysło na czerwonawy złowieszczy kolor. W tym trybie widział w podczerwieni. Para osiadła na szybie, była minimalnie cieplejsza od reszty otoczenia.
Mechaniczny najemnik otworzył śluzę kodem, który podpatrzył jakiś czas temu, gdy do stołówki zawożono nową dostawę prowiantu. Kiedy drzwi śluzy się otworzyły, wizjerowi robota ukazały się folie a w nich wiszące ciała. Ludzkie ciała. Jak jeszcze by tego było mało, na samym środku od drzwi śluzy leżało ciało wyziębionej i jeszcze drżącej kobiety.
— No to kurwa pięknie. — stwierdził robot, kierując się nieświadomie, ludzkim poczuciem humoru.
W parę chwil później ciało wychłodzonej dziewczyny przeniesiono do segmentu medycznego. Wpakowano w nią kroplówkę witamin, otulono kocami i nadzorowano ekwipunkiem medycznym jej stan zdrowia. Miała puls ale była jeszcze w szoku termicznym. Kapitan siedział obok łóżka szpitalnego, na którym spoczywała. Przebierał z gniewu palcami. Nexer stał przy stopach pacjentki z założonymi rękoma na krzyż. Nagle dziewczyna się poruszyła i wybełkotała, drżąc.
— Gdzie… ja… jestem?
— Na Savadzie. — odparł Kapitan sięgając po papierosa jednak, kiedy zobaczył iż nawet oprócz medyków krzywo na niego patrzy robot, powstrzymał się.
— Powie nam Pani, dlaczego była przechowywana w magazynie bez mojej wiedzy? Robot, który Panią znalazł miał także przyjemność znalezienia piętnastu zamrożonych ciał, których nie ma w spisie dóbr na tym jakże "pięknym statku".
— Ja… nic o tym nie wiem…
— Nie kłam. Kim jesteś hmm? Nielegalną imigrantką? W twojej krwi odnaleźliśmy płyn, który stosuje się do standardowych kąpieli kriogenicznych. Jak się w ogóle Pani znalazła w naszej ładowni?
— Ja… zrobiłam to dla… wyświetleń. — odpowiedziała.
Gdyby Nexer miał twarz, to ta wyglądałaby nie gożej od twarzy kapitana. A ta wyrażała rozczarowanie, zmieszane i pogardę.
— Czy mam rozumieć… — zaczął Kapitan — Że ktoś wpuścił panią do trupiarni, w której nielegalnie przewożono ludzkie zwłoki i próbowała pani przetestować na sobie kąpiel kriogeniczną w jednym z worków na ciała?
— Przepraszam…ja…
Kapitan wziął z pobliskiej półeczki koło łóżka szpitalnego lusterko i zwracając je tak, aby pacjentka dobrze widziała swoje odbicie, powiedział:
— Pani kąpiel kriogeniczna nie była przeprowadzona w sterylnych warunkach. Już nie wspominając o kontrolowanych. Użyła pani małego elektrycznego silnika, który miał pompować i wymieniać płyn jednocześnie podtrzymując Panią przy życiu. Niestety te cacka są wadliwe i psują się dość szybko. Nasza podróż od portu, z którego wystartowaliśmy, do teraz trwała 40 lat świetlnych. Ujmijmy jeden rok gwarancji działania takiej maszyny. Jest pani teraz starsza biologicznie o 39 lat. Ile miała Pani lat kiedy robiła ten wybryk?
— Osiemnaście. — powiedziała kobieta ze łzami w oczach, patrząc nadal w swoje odbicie.
— Brawo. Ma pani teraz 57 lat. Winszuję pani wieku. — powiedział Kapitan dosadnie.
— Ja… ja nie wiedziałam. Czytałam…
— Nie wszystko w hipernecie jest prawdą. — odparł robot.
Kobieta była przerażona zarówno swoim położeniem, co zimnym czerwonym wzrokiem maszyny. Chciała coś powiedzieć do jedynego człowieka w pobliżu ale Kapitan już wyszedł. Zaś dwaj medycy poszli znacznie wcześniej by nie przeszkadzać im w rozmowie.
— Co się teraz ze mną stanie… jestem stara… i brzydka.
Nexer rozłożył ramiona i oparł je o poręcz łóżka.
— Zostanie pani odstawiona na najbliższą kolonię. Miała pani wyjątkowe szczęście, że urządzenie, jakiego pani używała, nie zabiło pani. Proszę się o nic nie martwić jak tylko nasi nawigatorzy odnajdą naszą pozycję w kosmosie. Dam Pani znać.
To mówiąc robot, wyszedł z sali pozostawiając Net-Tuberkę samej sobie. Kobiecie napłynęły łzy do oczu. Nie wiedziała co robić. Sama zgotowała sobie ten los. Tymczasem cała załoga statku powołana została na zebranie w stołówce. Twarze zebranych były strudzone, zmęczone, a niektóre rozdrażnione. Biolog był tylko w formie cyfrowej w postaci hologramu na podłużnym stole, gdyż ze względu na kwarantannę nie mógł jeszcze przebywać wśród reszty personelu. Kapitan wyłuszczył, iż Robot T-86 znalazł szmuglowane ciała mężczyzn i kobiet w wieku około trzydziestu lat, a oprócz nich znaleziono 57 letnią kobietę, która w chwili dostania się na pokład miała 18-cie lat. Sprawa była poważna.
Nexer jednak nie był obecny podczas zebrania. Robotom nie pozwalano głosować ani udzielać się na ludzkich wiecach. Maszyna nic sobie jednak z tego nie robiła. Po prostu weszła do hangaru, gdzie były uśpione jednostki wojskowe i przeszła w stan uśpienia.
Epilog
Na stołówce Savady trwały obrady. Załoga, która dotąd milczała, poczęła przekrzykiwać się i robić ogólnie rzecz biorąc chaos. Wszyscy wiedzieli, że nielegalnie transportowane ciała to spory problem. Kodeks wyraźnie mówił, iż za przewożenie nielegalnego materiału grożą sankcje. Dochodziła też kwestia dziewczyny która zamieniła się w ponad pięćdziesięcioletnią staruszkę, a przynajmniej dojrzałą kobietę. Naukowcy-inżynierowie nie umieli się dogadać z nawigatorami. Pierwsi chcieli, aby podali im określoną pozycję w kosmosie, drudzy aby w końcu wznowili i postawili system komputera pokładowego.
Kapitan nie mógł tego słuchać. W pewnym momencie uderzył w blat stołu tak mocno, iż ozwało się echo, zaś wszyscy zamilkli jakoby uciszeni na wieki.
— Panowie, sytuacja jest prosta. Nie jest to rozwiązanie dla mnie wygodne, ale nie możemy wieźć ze sobą tych ciał. Wyrzucimy je w przestrzeń kosmiczną.
Po sali przebiegły szmery zdziwienia i zaskoczenie. Pixel kontynuował.
— Jak już zapewne niektórzy z was wiedzą, na pokładzie znalazł się pasażer na gapę, który teraz znajduje się w sektorze szpitalnym. Ma umysł osiemnastolatki zamknięty w ciele pięćdziesięcio paro letniej kobiety. Co do komputera pokładowego, słyszałem, iż Janek Chyrzowski poczynił pewne postępy. Może nawet uda nam się ustalić przyczynę awarii komputera. Proszę o wysłuchanie naszego pokładowego Informatyka.
Z miejsca siedzącego podniósł się mały wychudły mężczyzna o krótkiej fryzurze.
— No więc ten tego…— zaczął niezręcznie — Udało mi się wznowić funkcjonowanie sieci neuronowych, system powinien być postawiony za 48 godzin, jeżeli wszystko pójdzie pomyślnie. Natomiast…no ten tego. — tu informatyk przewinął parę kartek w wielkim notesie- udało mi się wyekstrahować dane z czarnej skrzynki, które zablokowane były przez niezwykle zmyślny firewall, jaki wytworzył komputer przed wyłączeniem się.
Nastała chwila milczenia. Informatyk wyjął pudło hologramowe i wpinając do niego niewielką kartę, włączył urządzenie, które wyświetliło trasę Savady. Wszyscy aż oniemieli, wliczając w to Kapitana. Ten jeden niepozorny człowiek dokonał czegoś, co dotąd im się nie udawało. I to wszystko była jego zasługa.
— Ten tego…jak panowie widzą, znajdujemy się teraz w układzie gwiezdnym z czterema planetami. Komputer zaczął zmieniać kurs w połowie drogi do naszego układu słonecznego. Przyczyną awarii komputera była nie usterka, lecz samo myślenie maszyny. Jak zapewne niektórzy z was wiedzą, systemy komputera pokładowego sprawdzają stan prowiantu ekwipunku co około trzy cykle. Po ostatnim z takich cykli w połowie trasy komputer zmienia trajektorię lotu. Moja teoria jest taka, iż sztuczna inteligencja odkryła nielegalny materiał, który był w magazynie i nie wiedząc co zrobić, zboczyła z kursu byśmy uniknęli reperkusji prawnych. Sęk w tym iż siatka neuronowa się przegrzała i komputer dosłownie zbyt aktywnie myślał. Żeby uratować swoją skórę wyłączył się, uprzednio wymazując mapy gwiezdne ze swojego systemu. Chciał nas chronić ale nie wiedział jak. Fragmenty kodu jakie tu państwu przedstawiam zdawają się potwierdzać tą teorię. — zakończył Informatyk.
Kapitan wstał, po czym oznajmił:
— Z tego, co pan powiedział, wnioskuję iż znajdujemy się w Układzie Abraxis.
— Zgadza się panie Kapitanie.
— W tym układzie słonecznym znajduje się jedna z kolonii o nazwie Varlafia 2. Mają pięć stacji orbitujących wokół drugiej planety od gwiazdy. Uterusa 61. Z uwagi, iż nie zostało nam dużo paliwa, sugeruję żeby to własnie tam polecieć. Dodatkowo wykorzystamy grawitację planet aby zmniejszyć zużycie cennego paliwa.Postawienie komputera zajmie nam dwa dni. W tym czasie należy wysłać jednostki mechaniczne wraz z T-86 by oczyściły dysze silników jonowych na rufie. Gwiezdny pył z pewnością już się tam osadził. Myślę, że to wszystko z mojej strony. Pamiętajcie, mieliśmy tylko jednego pasażera na gapę… Zarządzam koniec obrad.
***
Skrzydło szpitalne wydawało się puste. Znerwicowana 57-letnia kobieta chodziła w tę i we wtę czekając, aż zjawią się medycy, którzy pobiorą jej krew. Tymczasem do tego samego szpitalnego pomieszczenia wszedł Piotr. Czuł się w miarę dobrze, nadciśnienie już mu nie doskwierało, a krew z nosa zniknęła. Substancja już musiała zostać wydalona z organizmu, zaś badanie krwi było tylko formalnością. Zauważywszy kobietę od razu sobie przypomniał o tym co jakiś czas temu powiedział mu robot Nexer.
Ta kobieta przed podróżą miała osiemnaście lat. Teraz była tylko młoda duchem.
— Przepraszam, pani też na badanie krwi. Medycy niedługo powinni wrócić z obrad.
— Tak, czekam na badanie. Ale…jakich obrad.
— Nasz Kapitan zwołał zebranie. Właśnie udało nam się ustalić naszą lokację w kosmosie.
— Ufff…całe szczęście. Kiedy ten robot. No wiesz z tym czerwonym okiem. Powiedział, iż jesteśmy zagubieni w kosmosie, świat… dosłownie załamał mi się. Myślałam, że wykituję… naprawdę.
Piotr chętnie zabrał głos i zszedł na tematy nieco bardziej "przyziemne". Szybko okazało się, że kobieta nazywa się Christine Leelock. Pomimo popełnienia głupoty jak zabieranie się na gapę promem kosmicznym okazała się nie, aż tak głupia jak przewidywał paragraf. Biolog zaczął opowiadać jej o swojej pracy i krok po kroku ich powierzchowna znajomość przeszła w dziwne i niewytłumaczalne zauroczenie.
Minęły dwa Ziemskie dni. Nielegalnie przewożona ciała zostały wyrzucone w przestrzeń kosmiczną, główny komputer został postawiony do stanu używalności. Wykresy gwiazdozbiorów i map gwiezdnych wrócił na ekrany i hologramy. Nie był to łatwy proces, ale Informatyk nie dał za wygraną i komputer działał jak nowy. Jedyne czego brakowało sztucznej inteligencji to świadomość o nielegalnym przewozie ciał w magazynowni, o które już nikt się nie upomni. Tymczasem oddział robotów z Nexerem na czele przedostał się z pomocą lin asekuracyjnych na rufę statku i począł oczyszczać dysze z gwiezdnego pyłu. Robota wymagała pedantyczności. Po sześciu godzinach pracy maszyny zwinęły połączenia międzyliniowe do hangaru i powróciły na swoje stanowiska. Tymczasem Nexer po wykonanej pracy począł się szlajać gdzieś w okolicach segmentu szpitalnego i zobaczywszy jak ten, rozmawia ze starszą od siebie kobietą (która jeszcze nie mogła opuścić skrzydła szpitalnego) zdębiał. Począł przyglądać się im z zaciekawieniem z pewnej odległości. To musiała być miłość albo zauroczenie, wnioskował patrząc jak ci gadają w najlepsze. Nie mógł pojąć tej jakże prostej i naturalnej dla ludzi rzeczy.
Postanowił zaczekać aż, zarówno Piotr, jak i kobieta, zostaną przebadani. Wiedział już, iż Biologowi nie grozi już dłużej grzyb i nie musi przebywać na kwarantannie. Kiedy naukowiec z uśmiechem wychodził od dwóch medyków, by wracać do swoich badań nad grzybem, robot zastąpił mu drogę. Zdezorientowany Piotr zatrzymał się i przez chwilę obaj patrzyli sobie w oczy. W końcu Biolog zabrał głos.
— Nexer…nie sądzę, żebym kiedykolwiek cię polubił.
— Nie musisz. Wystarczy, że sprawdzisz mi głowę. — powiedział robot, podpinając się małymi kablami do tabletu Biologa, którego wyjął mu z rąk.
Naukowiec zawahał się, po czym wpisał imiona i nazwiska swoich rodziców. W chwile później na tablecie pojawiła się klepsydra i… nic…
Rodziców Piotra nie było w bazie danych. Mężczyzna odetchnął z ulgą, zaś robot oddał mu tablet i schował okablowanie.
— Przepraszam. — powiedział w końcu człowiek, roniąc łzy.
— Nie przepraszaj. Jesteś wdzięczny tylko, że w mojej głowie ich nie ma. — powiedział robot chłodno, po czym odszedł od naukowca pozostawiając go z poczuciem winy, dokładnie tak jak zamierzał uczynić.
Tymczasem komputer pokładowy Savady Włączył główne silniki jonowe. Określił odległość do koloni Varlafia 2, która miała zabrać statkowi dwa dni. Prom kosmiczny osiągnął prędkość zbliżoną do prędkości światła w 40-tu procentach. Załoga była uradowana, zaś kapitan odetchnął z ulgą. Dopiero na stacji orbitalnej zatankują paliwo do pełna, ale to miało nastąpić dopiero za dwa dni. Tymczasem Ryszard Pixel zasiadłszy na fotelu kapitańskim włączył muzykę jazzową w radiowęźle. Załoga w prawdzie miała różne gusta ale nie narzekała na ten rodzaj muzyki. Kapitan ją uwielbiał.
Savada przemierzała odmęty kosmosu. Opuściwszy orbitę planety, poleciała w ustalonym przez Pixela kierunku, Planeta wokół, której dotychczas krążyli, okazała się być nienazwana i zaraz (po dwóch Ziemskich dniach), po zadokowaniu na stacji koloni Varlafia 2, witający ich tam kolonialiści mocno się zdziwili, iż owego ciała niebieskiego nie ma w bazie danych map gwiezdnych. Niechcący załoga Savady przyczyniła się do odkrycia planety, zaś próbki z mięsożernym grzybem zostały pobrane do badań by dowiedzieć się o florze i faunie planety czegoś więcej. Biolog z dość dużą rezerwą odnosił się do przekazania swoich odkryć obcym ludziom. Chciał bowiem móc zapisać się w kartach historii jako pierwszy badacz owej nieznanej planety. I to akurat mu się udało.
Ryszard Pixel miał powody, by się cieszyć, iż z pozoru trudna sytuacja okazała się prawie, że trywialna. Sam, kiedy już przybyli na miejsce wytyczonej wcześniej podróży, porozmawiał z wybitnym Informatykiem i zaproponował mu podwyżkę. Ale to już inna historia.
Nigdy nie zidentyfikowano gargantuicznego obiektu, który zasłaniał Galaktykę Andromedy i być może nikt się tego już nie dowie. Tymczasem wielkie węże polimerowe przywarły do ścian Savady. Poczęły tłoczyć do zbiorników paliwo.
— Wszystko skończyło się pomyślnie. — pomyślał Kapitan i wyjmując z kieszeni truskawkowy batonik, począł go konsumować.
