Sztuka poza logiką – Wywiad z Niemirem Rutą, anartystą
ocena: +10+x

Rozmawiała Wigilia Radzimir

Jeśli choć trochę interesuje was ziemski ruch anartystyczny, to pewnie obiło wam się o uszy nazwisko Niemira Ruty. Jako jeden z czołowych przedstawicieli grupy Are We Cool Yet? w Europie Środkowej, znany jest z licznych wystaw, performansów i innych projektów. My, z redakcji Planasthai, zapytaliśmy go o to, czym zajmuje się obecnie oraz o jego plany na przyszłość.

Planasthai: Serdecznie dziękujemy, że zgodziłeś się udzielić wywiadu. Czy mógłbyś na początek powiedzieć coś o sobie?

Niemir Ruta: Nie, to ja dziękuję, sam czekałem na taką okazję. Nazywam się Niemir Ruta, jestem anartystą i jedyną rzeczą, którą lubię tak bardzo, jak tworzenie sztuki, jest rozmawianie o niej (śmiech). Co by tu… mam dwadzieścia osiem lat, sztuką anomalną zajmuję się odkąd skończyłem osiemnaście… Wszystkiego nauczyłem się właściwie samodzielnie, z internetu, książek i z małą pomocą paru znajomych. Przyznam się nieskromnie, że ostatnimi czasy stałem się dość znany. W sumie nie wiem, czy to źle, czy dobrze, bo po pewnym czasie taka sława może przyciągnąć uwagę niewłaściwych osób.

P: Miewałeś faktycznie problemy z prawem przez swoją pracę? Dozorcy, Palacze Ksiąg…

NR: Ja osobiście na szczęście nie, za to jeden z moich znajomych tak. Chociaż mogło być gorzej, bo tylko oddał jeden gadżet Dozorcom i kazał się oddalać w podskokach, a że to był dosłownie tylko magiczny ręcznik, to nic więcej się nie stało. No, ale ogólnie zazwyczaj staramy się utrzymywać odpowiedni poziom dyskrecji, na wystawy zapraszamy tylko wyselekcjonowane osoby, zachowujemy odpowiednie środki ostrożności, żeby jacyś normalsi się nie przypałętali. Swoją drogą, na tej najnowszej wystawie, tej baśniowej, zaraz do tego wrócę, mieliśmy śmieszną sytuację, bo jeden facet przyjechał z dziećmi, żeby im pokazać wioskę Smerfów i takie tam, ale zgubił legitymację od PZGA i nie chcieli go wpuścić na słowo honoru. Kurde, przecież skoro wie o tym wszystkim, to raczej nie jest jakimś losowym Januszem! Ale zbaczam z tematu…

P: Właśnie, czy mógłbyś opowiedzieć coś więcej o waszym obecnym projekcie?

NR: Naturalnie. To wystawa zatytułowana "Żywe Baśnie". Otwarta jest tylko w pełnię, nów, równonoce i przesilenia, od Nocy Kupały 2020 roku do Zaduszek 2028 (mamy nadzieję), w Puszczy Białowieskiej. To jeden z naszych najbardziej ambitnych projektów jak do tej pory (chociaż planujemy coś jeszcze większego, ale o tym później). Żeby tam się dostać, trzeba dosłownie podążać za białym królikiem; na miejscu zwiedzających czeka duży teren pełen poukrywanych zakamarków, w których można poznajdywać prawdziwie magiczne artefakty, lokacje, a nawet osobistości ze znanych baśni. Oczywiście wszystko jest okraszone sporą dawką anomalności, więc jest o niebo lepsze od jakiegoś tam Disneylandu (śmiech). Jeśli ktoś chce zamówić oprowadzanie zamiast zwiedzać samodzielnie, to spotka się z Czerwonym Kapturkiem i Wilkiem, których grają Pola Janczar i Andrzej Lasocki. Całe sedno sprawy w tym, że Andrzej jest wilkołakiem, proszę sobie wyobrazić. I to nie byle jakim, bo normalnie umie się zmienić na zawołanie, a w ludzkiej formie jest najfajniejszym facetem, jakiego w życiu spotkałeś. Taki typowy metalowiec o złotym sercu. Pola to jego dziewczyna, która na dodatek ma "totalnego babyface'a" (sorry, Pola, twoje słowa), dlatego tak się dobrali do roli na wystawie.

P: Chciałbyś opisać któreś z eksponatów na tej wystawie?

NR: Nie chciałbym za dużo spojlować, ale parę rzeczy z tych głównych atrakcji mogę zdradzić. Sklepik z pamiątkami to jedno z pomieszczeń w domku z piernika na kurzej nóżce, w którym ten główny przedsionek wygląda dokładnie jak opisane to zostało w "Jasiu i Małgosi" — piec z kominem, miotła, cały ten szajs. Słodycze, z których zbudowany jest domek, można na spokojnie zjadać — braki same się wypełnią. Budowla może też samodzielnie się przemieszczać, ale staramy się tego nie robić za często, bo skacząc na jednej, gigantycznej nóżce sprawia, że wszystko w środku również zmienia pozycję (śmiech, pauza). Zastanawiam się, o czym jeszcze mógłbym powiedzieć, żeby jednocześnie za dużo nie zdradzić… A, no tak, oczywiście. Prawie bym zapomniał. W każdą równonoc wiosenną organizujemy tam LARPa w klimatach innej baśni, oczywiście full contact, wszystkie chwyty dozwolone. Każdy uczestnik musi wcześniej podpisać anomalnie wiążący regulamin, co daje specyficzny rodzaj ochrony i zapewnia, że każdy wyjdzie z tej szalonej zabawy bez szwanku. Mamy to porządnie przetestowane i dopasowane do różnych rodzajów osób, że tak to ujmę. Można nawet zostać zmienionym w kamień przez Bazyliszka albo pożartym przez Smoka Wawelskiego, a na koniec zabawy wszystko z tobą w jak najlepszym porządku. Pierwszy taki LARP odbędzie się w nadchodzącą równonoc, w nocy z 20-go na 21-go marca, a tematyką będzie "Kopciuszek"… oczywiście z paroma niespodziewanymi zwrotami akcji. Zanim spytacie — niestety już nie można się zapisać, bo zamknęliśmy akredytację pierwszego lutego, ale gorąco zapraszamy za rok!

P: Wow, to brzmi jak świetna zabawa! Wybacz, ale powiem teraz coś być może kontrowersyjnego…

NR: Oho, już się boję (śmiech).

P: Uważacie role-playing za rodzaj sztuki? Osobiście spotkałam się z niesamowicie gorącymi dyskusjami na ten temat.

NR: Ależ tak, jak najbardziej! Przecież to jest forma teatru. I to niesamowicie trudna, bo w większości improwizowana! Sztuka powinna przede wszystkim wywoływać emocje w odbiorcy, a immersja, jaką zapewniają erpegi czy LARPy, angażuje tego odbiorcę w stopniu najwyższym! Tak zwany bleed po skończonej przygodzie jest niesamowicie artystyczny, przynajmniej moim zdaniem. To jest jak performans tworzony z sekundy na sekundę, z ogromnym zaangażowaniem wielu osób chcących stworzyć razem coś fajnego.

P: Pięknie to wyjaśniłeś!

NR: (śmiech) Dzięki.

P: Mam jeszcze parę rzeczy, o które chciałabym cię spytać. Masz jakieś ulubione projekty z przeszłości?

NR: Hmm… Jeśli miałbym wybrać jeden, to chyba wybrałbym ten z 2015, kiedy tworzyliśmy na scenie tak zwane coś z niczego. Polegało to mniej więcej na tym, że wymyślaliśmy (albo prosiliśmy o to publiczność) nieistniejące słowa, typu "flungarp" albo "ikokotam" (te dwa zapamiętałem najlepiej), po czym z pomocą anomalnych środków tworzyliśmy na ich podstawie nowe obiekty. "Flungarp" okazał się być czymś o konsystencji i kolorze lodów "Gibków", co było w stanie wytworzyć śluz zmniejszający materię organiczną; mam na pamiątkę po nim zminiaturyzowany paznokieć na małym palcu, proszę zobaczyć (pokazuje rzeczywiście mniejszy niż normalny paznokieć), a "ikokotam" objawił się jako jakieś dziwne, małe zwierzątko, które chyba było koloru niedostępnego dla ludzkich oczu, bo bardzo dziwnie się mieniło. Wszystkie te "wyczarowane" obiekty znikały po każdym wystawieniu performansu.

P: To naprawdę fascynujące, aż żałuję, że nie miałam okazji tego zobaczyć… Wracając do pytań — co z przyszłością? Wspominałeś coś o jeszcze większym projekcie, niż "Żywe Baśnie"?

NR: A, tak, tak, wspominałem. Ten planujemy wdrożyć w życie w przyszły Halloween, to jest w 2022. Jak można się domyślać po dacie, tematyka będzie dość upiorna (śmiech). Na szczęście nikt mnie nie będzie musiał zastrzelić, jeśli się wygadam z paroma szczegółami, bo to ja tym zarządzam. To będzie wystawa interaktywna podobna do "Baśni", z tym, że nawiązywać będzie konkretnie do różnych aspektów horroru. Projekt nadal jest we wczesnej fazie rozwoju, więc dużo może się zmienić, ale na pewno podzielimy to jakoś według różnych podgatunków grozy — gotyk, slashery, psychologiczne, horror kosmiczny, horror paranormalny… you get the point. Planujemy też podłączyć pod to element edukacyjny, gdzie widz będzie mógł dowiedzieć się nieco o genezie różnych monstrów czy wierzeń. Zatrudniliśmy nawet do tego ekipę etnografów i kulturoznawców. Trudno było ich pozbierać, bo naturalnie musieliśmy wynaleźć takich, którzy by już co nieco wiedzieli o anomaliach, ale daliśmy radę i jesteśmy gotowi zacząć składać ten projekt w całość. Szczerze? Nie mogę się doczekać, aż to dokończymy. To będzie coś naprawdę super. Nie chcę obiecywać żadnych konkretów, bo jeszcze zostało mnóstwo czasu, zanim to będzie gotowe, ale zapewniam was — będzie się czego bać.

P: Czekamy z niecierpliwością. Niemirze, jeszcze raz dziękuję w imieniu redakcji za udzielenie wywiadu. Powodzenia w tworzeniu!

NR: Dzięki! I nawzajem.



Ten artykuł mogł_ś przeczytać w ramach Planasthai Online. Aby nabyć papierową wersję Planasthai, udaj się do najbliższego biurka Bibliotekarza. Zachęcamy do wykupienia prenumeraty — wystarczy tylko wypełnić odpowiednią formę. Na stałych czytelników czeka ponad 10 stron dodatkowych materiałów!

O ile nie zaznaczono inaczej, treść tej strony objęta jest licencją Creative Commons Attribution-ShareAlike 3.0 License