Jego droga dobiegła do niespodziewanego końca, kiedy poczuł szybki cios na swojej skroni - upadł na zruszony grunt ścieżki. Szczypta wróżkowego pyłu wysypana na jego czole, szmata zarzucona na usta…
— Hej, Bracie, pobaw się ze mną w rycerzy!
Jego wzrok robił się niewyraźny, na początku tylko trochę.
— Addison, chodź się bawić!
Głos jego od dawna martwej siostry wołał go, kiedy jego wizja odpływała.
— Addie, obiecałeś! Ja będę Smokiem…
W środku poczuł ciepło, znów był małym chłopcem podążający za swoją siostrą w głąb lasu.
Gdy jego świadomość ulatywała, jego ciało unosiło się na wietrze jak wydmuszka. W końcu jego rozum zaginął pośród wspomnień.
Czarnoksiężnik odszedł z torbą wypchaną mieniem mężczyzny.
