Zgubiłem siebie.
Stałem się aparatem bezcelowości,
Zasilanym entropicznymi siłami.
Mięsa i kości mechanicznymi ciągami.
Nie umiem odkryć swojej osoby,
Bowiem gubię się w potokach myśli i uczuć.
Straciłem fantazję, straciłem tożsamość.
Dziecko umiera w głębi mego serca,
A imago dorosłości rozpływa się w rzece cierpienia.
Żaden romantyk, ni pozytywista
Mi teraz nie pomoże.
Żaden nihilista przekonać do siebie nie może.
Potrzebuję fantazji, pragnę książek!
Jak mogę tego pragnąć sam będąc niszczarką marzeń.
Myślo zgubna, umyśle zatruty,
Oddajcie mnie moje własności,
Moje drogocenne snów zawartości.
Wołają mnie. Krzyczycie do mnie.
Mówicie "Znamy ciebie".
Radzicie mi, chcecie najlepiej.
Bliscy moi, dalsi i nieodlegli.
Przyjaciele, rodzino, znajomi.
Oto jestem. Ale was nie znam.
Nie znam też siebie…
Unikać myśli cierpkich śmiertelnie,
Nie potrafię.
Znoszę więc bóle,
Przeplatane przebłyskami nadziei.
Niosę, wlokę te zwłoki.
Szukając marzenia.
Prylomlekoutum okiltreopia
Terdea suj metrowras
To nie ma sensu powiadacie?
Bo nie ma.
Zbiory losowe, w porządku ustawione,
Złączone i rozdzielone.
Jak każde istnienie.
Pókim żywy,
Puty trwam.
Jednak w końcu nagrobek zwietrzeje,
Kości się rozpadną.
Myśl przeminie.
Stresie przebrzydły, oraz ty
Niszczycielu mojego poczucia realności,
Wielka okrutna rzeczywistości.
Gdzieś swe szpony zapuściła,
Zgnilizną przesiąkając me serce i umysły!
Ach drogie moje tulipany i kłujące róże,
Gdzieżeście odpłynęły.
Moje statki fantazji gwiezdnej,
Czemuście zwiędły.
Jam jest maszyną.
Jam jest ciałem.
Jestem potworem.
Zagrzybionym aniołem własnego upadku.
Boże dopomóż mi.
